Kwaśny czwartek
Kwaśny czwartek
Role
Zupełnie nie pamiętam, jak prawie dokładnie 60 lat temu trafiłem do Teatru Małych Eksperymentów „Wagant”, założonego przy Uniwersytecie Warszawskim przez Tomasza Miłkowskiego z polonistyki. W pierwszym spektaklu nie brałem udziału, ale w drugim już tak. Był to Kwiat miłości, sztuka Tomka o wojnie wietnamskiej,...
Aktualności
Czy Polska jest republiką?
Takie pytanie zadano posłowi i byłemu ministrowi nauki i szkolnictwa wyższego z Lewicy, Dariuszowi Wieczorkowi i poseł stwierdził że nie, bo Polska jest Rzeczpospolitą. Nie wiedział też, kto walczył w wojnie secesyjnej. A większość z pytanych posłów nie wiedziała, ile jest osiem razy siedem....
Aktualności
Robot na noszach
Dwie wiadomości, najprawdopodobniej będące fejkami. Jedna to obrazek: czterech mężczyzn w uniformach sanitariuszy z trudem dźwiga ciężkie nosze, na których leży biało-czarny humanoidalny robot, prawdopodobnie ze złamaną nogą. Druga to wiadomość tekstowa: 27 stycznia 2026 r. ukraiński robot Droid TW-7.62 wziął do niewoli trzech rosyjskich żołnierzy. A 13 kwietnia tego roku ukraińskie bezzałogowe platformy naziemne przy wsparciu dronów zdobyły placówkę rosyjską, doprowadzając do poddania się całej załogi wroga. Zastanawiacie się pewno, po co powtarzam informacje, które prawdopodobnie są nieprawdziwe? No cóż: najprawdopodobniej to nie znaczy z całą pewnością. A coś, co dziś jest nieprawdziwe, jutro może stać się zupełnie realne. Czy przed pierwszą wojną światową komendant Piłsudski przypuszczał, że za parę lat będzie słuchał swojego głosu, nagranego na płycie gramofonowej, a dziś będziemy go mogli oglądać na żywo i w kolorze podczas – bo ja wiem – nocnej rozmowy z aktualnym lokatorem Belwederu? Co oczywiście umożliwi nam sztuczna inteligencja.
Aktualności
Wujek Leon
Jestem prawie pewien, że przynajmniej część z Państwa scrolluje teraz własną lub komputerową pamięć, usiłując odgadnąć, jakiego wujka mam tu na myśli i po wuj go w tytule felietonu przywołuję. Nie zgadniecie. To jeden z bohaterów genialnego tekstu Obiad rodzinny Wojciecha Młynarskiego, który mistrz napisał do Menueta Luigiego Boccheriniego. To ten wujek, który z punktu ku kuzynkom czterem z odpowiednim zmierza żartem czy duserem… Przed wielu laty na lekcjach literatury w zakopiańskiej Szkole Artystycznej przedstawiałem ten tekst – na papierze i w wykonaniu autora – jako przykład umiejętności zestawienia słów i muzyki, starej i nie najprostszej. Po pewnym czasie zauważyłem, że analiza wiersza zmienia się w wykład oparty na słowniku wyrazów obcych i przestarzałych i dałem se spokój: kto dziś, nawet wśród dorosłych, rozumie, co to znaczy z punktu i wie, co to są dusery, nie mówiąc już o tym, że ukazywanie dramatycznego momentu, w którym dziadziowi order wpadł w ordewry wymagało nie tylko tłumaczenia francuskiego określenia hors d’oeuvres, ale w ogóle opowiadania o menu, z czasów, kiedy jeszcze przed obiadem obowiązkowo podawano przystawki, a nie Kawę na Ławę czy Puchar Świata w Skokach. I dlaczego polskie przystawki, których nikt już tak nie nazywa, po francusku oznaczają coś, co podaje się hors d’oeuvres czyli poza dziełem (dziełem jest zupa i danie główne), po grecku mezedes, co wywodzi się z tureckiego słowa, określającego smak, co zresztą zachowało się w podawanych pieskom smaczkach, a co po słowacku brzmi najlogiczniej: predjedla.
Aktualności
Pokuszenie
Ministrantem byłem przez jakieś dziesięć dni, co obejmowało dwie niedzielne msze. Harcerzem – krócej, bo tylko dwa dni. Nie wytrzymałem kostiumów i hierarchii. Komeżki wydały mi się symbolem pozbawienia męskości – no, może bardziej chłopięcości, bo rzecz się działa gdzieś w połowie podstawówki, mundurek harcerski za bardzo przypominał wojsko, a od dziecka byłem pacyfistą. Nie znałem oczywiście jeszcze wtedy tego, jak George Bernard Shaw zdefiniował harcerstwo: Scouting is a child dressed like an idiot commanded by an idiot dressed like a child - dziecko ubrane jak kretyn pod przewodnictwem kretyna ubranego jak dziecko. Ale tak właśnie się czułem. W dodatku hierarchia w obu tych formacjach polegała na tym, że dowódcy byli wysocy, władczy i wciąż na mnie krzyczeli. Tak mi się wtedy wydawało, choć oni po prostu wydawali rozkazy, a może tylko polecenia. Nikt mnie – uwaga! – nie molestował, przynajmniej niczego takiego nie zapamiętałem i nie miałem z tego powodu żadnej traumy. Choć, nie powiem – przedstawiciele obu tych branż usiłowali mnie wodzić na pokuszenie, ale w zupełnie inny niż dziś popularny sposób. Druh Duduś, od którego uciekłem w piątej klasie, po latach okazał się moczarowskim endekiem i przedstawicielem Służby Bezpieczeństwa, fascynującym moją mamę swoimi antysemickimi tyradami w marcu 1968 r. A ksiądz Stanisław, który prowadził religię w moich czasach licealnych zapraszał część naszej klasy na plebanię, włączał adapter, pokazywał, gdzie są płyty z Presleyem, Beatlesami, Chuckiem Berrym i Billem Halleyem, zostawiał klucz najstarszemu z nas i wychodził do chorego z Panem Jezusem. A nasza mieszana grupka klasowa miała w ten sposób korzystać z wolności. Zawsze uważałem, że ta wolność, mierzona ułamkiem, w którym w liczniku znajdowała się ofiarowana nam przez Boga wolna wola, a w mianowniku poczucie odpowiedzialności mnożone przez strach przed piekłem to jest podstęp, przy pomocy którego Bóg wodzi nas na pokuszenie.
Aktualności
Bóg działa przez Franków
Do jakich książek czy filmów nie mamy zastrzeżeń, nie zarzucamy im kłamstwa, nie podważamy zawartych w nich twierdzeń? Do bajek, fantazji, fikcji. Nikt nie zastanawia się nad techniczną konstrukcją miecza świetlnego, nikt nie kwestionuje możliwości dyskutowania z lustereczkiem, oceniającym urodę królowej, nikt nie analizuje sposobu, w jaki Piotruś Pan pokonywał grawitację. Nawet ortodoksyjni religianci, palący na stosach książki o Harrym Potterze nie analizowali zasad gry w quidditcha i dynamiki Nimbusa 2000, tylko potępiali Harrego i jego świat za to, że walczy ze złem wspólnie z przyjaciółmi i nauczycielami, a nie z ministrantami i katechetami, wspierając się różdżką, a nie różańcem.
Natomiast powieści realistyczne i filmy tzw. oparte na faktach są oceniane zazwyczaj nie z punktu widzenia ich artystycznych wartości, tylko pod kątem zgodności z popularną – czytaj: swoją – wiedzą. Na chłopski rozum Jakub Frank nie mógł zdobyć tylu zwolenników ilu zdobył w powieści Olgi Tokarczuk, a jego babka Jente nie mogła być obserwatorką świata z pozycji kota Schrödingera, pozostając w zawieszeniu między życiem a śmiercią. Książę Hamlet nie mógł rozmawiać z duchem swojego ojca, bo duchy nie istnieją, a jeśli nawet – to Szekspir pobłądził pisząc, że ducha tego widzieli także Horacy i Bernardo, a nie widziała jego rodzona żona, królowa-matka Gertruda. Cygan (właśnie, Cygan, a nie Rom!) Melquíades nie może co parę lat przyprowadzać do Macondo swojego plemienia, bo do Macondo nikt nie trafiał, a zresztą Márquez cygani pisząc, że to Cyganie są chorążymi postępu, bo wędrują po świecie przywożąc na to południowoamerykańskie zatyle zdobycze nauki i techniki, pozyskane podczas wędrówek po świecie. No i lód nie mógłby się tak długo utrzymać w strefie tropikalnej…
Aktualności
Safe Our Souls
Dziś podstawowym nominałem różnych walut są miliardy – złotych, euro, dolarów... Dla mnie to oczywiście kompletna abstrakcja, a tę lubię tylko w sztuce, i to nie każdej. Największym nominałem w walucie amerykańskiej, jaki kiedykolwiek miałem w portfelu był gustowny portrecik prezydenta Abrahama Lincolna na banknocie 5-dolarowym. U Raymonda Chandlera czytałem, że detektyw Philip Marlowe dysponował kiedyś portretem prezydenta Jamesa Madisona o nominale 5000 $, ale traktował go jak talizman, a może nawet fetysz. Teraz należy się spodziewać, że w portfelach kilkuset osób i w sejfach kilku banków światowych pojawią się banknoty z portretem Donalda Trumpa o nominale 1 000 000 000 $. Dodatkową atrakcją takich zabawek będzie zapis tej kwoty słownie: po amerykańsku (Pomarańczowiec zabroni nazywać języka, którym się posługuje językiem angielskim – i słusznie, bo z angielskim będzie on miał wspólne tylko kilka słów) miliard to billion. Fajnie brzmi.
Aktualności
Marcowanie
- Uwaga, leci!
Usłyszałem, będąc już całkiem blisko górnej stacji. I zobaczyłem, jak jakaś samotna narta, niestrzeżona i nie posiadająca ski-stopów, odjechała komuś sprzed budynku stacyjnego i pogoniona grawitacją odbiła się od nierówności na ścieżce, wyleciała w powietrze, uderzyła o muldę, przeleciała jakieś dwa metry koło mnie, walnęła o stok i zjeżdżając coraz szybciej, znikła w dolnej części kotła. Pora była wczesna, czasy trudne, więc ludzi mało, a ci co już wjechali na Kasprowy, zjeżdżali raczej w Goryczkową. Ja kręciłem po Kotle Gąsienicowym. Narta-uciekinierka nie zrobiła nikomu krzywdy. Po chwili zresztą, już zjeżdżając, widziałem jak ktoś wwoził ją wyciągiem na górę.
Aktualności
Marzenia o Alcatraz
Wciąż jeszcze pozostający tylko w leczeniu ambulatoryjnym prezydent USA marzy o reaktywowaniu więzienia w Alcatraz i chce na jego odbudowę wydać dwa miliardy dolarów. Być może trzeba będzie na to uszczknąć co nieco z funduszu Rady Pokoju. Bo co jak co, ale w Alcatraz będzie i sporo pokoi, i wojna raczej tam nie wybuchnie. A jeśli nawet, to środki zabezpieczenia pokoju sprawdzone w Minneapolis będą tam działać znakomicie.
Jestem w mojej ulubionej restauracji słowackiej. Czytam Jedalny listok. A w nim widzę slovenské pirohy, z bryndzą, śmietaną i skwarkami. Smaczne? Jeszcze jak! Niezdrowe? Jeszcze jak! Stowarzyszenie Lekarzy Kardiologów zbiera podpisy pod petycją, żądającą zakazu umieszczania slovenskych pirohov w jakimkolwiek menu. A może w ogóle drukowania menu, bo ktoś mógłby sobie jakieś niezdrowe danie zamówić. I dostać cholesterolu. I umrzeć na zawał.
Istnienie jakiegoś dania w menu nie zmusza nikogo do jego zamawiania. Podobnie aprobata dla feminatywów nie oznacza przymuszenia wszystkich do określania kobiety prowadzącej auto mianem kierowczyni, ani zakazu nazywania psychiatrki lekarzem-psychiatrą. Inna rzecz, że określenie lekarz-psychiatra, a nie lekarz-psychiater to dość wyczuwalna niekonsekwencja, która może powodować pewien dyskomfort.
Aktualności
Totalitarna dyktatura w despotii Donalda T.
W odległości kilometra od miejsca gdzie teraz mieszkam, jest dziesięć punktów, w których można kupić mocny alkohol, a jeden z nich jest czynny całodobowo. To bardzo pomyślna okoliczność. Zamierzam bowiem zacząć pić wódkę. Może nie całodobowo, ale regularnie, codziennie i w dużych ilościach. Powiecie, że wpadnę w alkoholizm? Nie przypuszczam. Jarosław Kaczyński, który wystąpił kiedyś publicznie jako autorytet w dziedzinie alkoholizmu, uświadomił mi, że mężczyzna staje się alkoholikiem dopiero po 20 latach solidnego picia, a kobieta po dwóch latach. Ponieważ, jak sądzę, wciąż jestem mężczyzną – na co może wskazywać to, że staram się rozumować logicznie, rano, w południe i wieczór wszystko mnie boli, codziennie muszę się golić i guziki mam po prawej stronie – to niebezpieczeństwa większego nie ma. Jeśli stanę się alkoholikiem po 20 latach od teraz, to będę miał prawie stówę, a takich alkoholików to nawet pokazują w telewizji.
Aktualności
Szaleństwo w metodzie
Historia świata jest pełna szaleńców. Ale i nasza, własna, osobista historia też nie jest od szaleństwa wolna. Najczęściej, paradoksalnie, prywatne szaleństwo ma wydźwięk pozytywny. Szaleję za tobą… - któż by się oburzył, słysząc takie wyznanie. Janek zwariował na punkcie muzyki Mozarta… - nie zazdrościmy, ale rozumiemy. Nie bądź kretyn, chodź na piwo… Kiedy w 2015 r. ukazała się moja zakopiańska biografia Stanisława Ignacego Witkiewicza, niemal na każdym spotkaniu autorskim musiałem się tłumaczyć z jej tytułu: Wariat z Krupówek. Że niby tak okropnie spostponowałem Witkacego. W tłumaczeniu się pomagało nie to, że tak Witkiewicz sam siebie nazywał, ale odniesienie personalne: wybierałem na sali jakąś panią, najpierw ją z góry przepraszałem, po czym mówiłem: czy, gdybym – proszę o wybaczenie – powiedział kiedyś: kocham panią jak wariat – czy byłaby to samokrytyka, czy wyraz głębokiego uczucia?
Aktualności
Mały mózg
Nie, nie będzie o Oranżutanie ani o Zwierzoczłekoupiorze. Ostatnio paleontolodzy odkryli coś, co kładzie na łopatki całą dotychczasową teorię ewolucji homininów, w myśl której im byliśmy nowocześniejsi tym mieliśmy większe mózgi, a dokładniej: tym większy był stosunek wagi mózgu do wagi ciała, a jeszcze dokładniej: tym większy był nasz wskaźnik encefalizacji (EQ). Im większy mieliśmy wskaźnik encefalizacji, tym byliśmy bardziej ludzcy. Wskazuje on na to, ile razy większy lub mniejszy jest przeciętny mózg osobnika danego gatunku od mózgu, jaki mają zwierzęta o rozmiarach typowych dla tego gatunku. Określa to wzór, opracowany przez Harrego Jerisona, profesora z Uniwersytetu w Los Angeles. Jest to ułamek, w którym w liczniku jest masa mózgu, a w mianowniku masa ciała, pomnożona przez współczynnik 0,12 i podniesiona do potęgi 0,67. Czynniki te określają, czy dany gatunek odbiega w górę czy w dół od wartości, jakie mają przeciętnie zwierzęta o zbliżonej masie ciała. Jeśli wartość współczynnika wynosi powyżej jedności, oznacza to że mózg jest ponad przeciętną.
Aktualności
Robot nawalony
Śledzę uważnie wszystkie dyskusje, nadzieje i obawy związane z rozwojem robotyki, szczególnie ostatnio, kiedy każdy może sobie ściągnąć, za darmo, albo za niewielką opłatą prywatnego osobistego asystenta, który podpowie nam ile wynosi pierwiastek szóstego stopnia z liczby Pi, kto był następcą króla Haralda Sinozębego i ile wynosi średnia pensja w królestwie Bhutanu. Może nawet powie nam, jaka pogoda będzie w przyszły wtorek i jak powinniśmy sobie wybrać partnera życiowego. Ale kiedyś wymagaliśmy i więcej i mniej zarazem od robotów. Chciałbym się trzymać tego określenia, które wiele lat temu – zaraz spytam asystenta, kiedy – no właśnie, w 1920 r. – wymyślił Josef Čapek, a spopularyzował jego brat, Karel, znany czeski pisarz. Czesi sobie wymyślali roboty, a my w tym czasie goniliśmy bolszewików, żeby nie podbili Pragi, w tym Pragi czeskiej. Zdaje się, że pierwszym robotem-wojownikiem był skonstruowany przez Dedala metalowy automat o imieniu Talos, który codziennie obiegał wybrzeże Krety, niszcząc wszystkich tych, którzy chcieli tam bez zgody władz wylądować. Inni opowiadacze legend głoszą, że wcześniej Talos strzegł Sardynii i każdego, kto jej zagrażał, brał w spiżowy uścisk rozpalonych ramion, wywołując u niego przedśmiertny, sardoniczny uśmiech. Pokonała go dopiero piękna i wredna Medea, sprawiając że się rozprogramował i oszalał. Było to – jeśli było – jakieś dwa tysiące lat przed naszą erą.
Aktualności
Ateizm funkcjonalny
W okresie świątecznym przypomniałem w Internecie kilka moich kolęd, do których muzykę napisali Stanisław Lubowicz i Andrzej Zarycki. Dociekliwsi czytelnicy mogli znaleźć na mojej stronie kilkanaście innych, bezmuzycznych. Opublikowane kolędy spotkały się z entuzjastycznym przyjęciem dwóch osób, a kilkoro czytelników/słuchaczy wyraziło zdziwienie, że ja, osoba uznawana za areligijną, zajmuję się tego rodzaju twórczością.
Aktualności
Co się, kurwa, z nami stało?
Ze mną też. Jeszcze parę lat temu umieszczenie przekleństwa w swoim tekście, w dodatku w tytule, nigdy by mi do głowy nie przyszło. Nawet teraz zresztą, nagrywając ten tekst, wydawało mi się, że nie będę w stanie publicznie powiedzieć tego co napisałem, i będę musiał posłużyć się eufemizmem. Ale dałem radę, bo długo ćwiczyłem.
Aktualności
Źle się dzieje w poczcie duńskiej
Przeczytałem ostatnio w „Polityce”, że poczta duńska kończy działalność doręczycielską. Nie zamierzam z tego powodu hamletyzować, ale z przyjemnością się o tym dowiedziałem, bo Dania jest po Finlandii druga w rankingu szczęśliwości. A tu proszę, poczta zbankrutowała. Nic tak człowieka nie cieszy, jak nieszczęście kogoś szczęśliwego. Potem doczytałem i dowiedziałem się, że przyczyną upadku doręczycielstwa w kraju moich przyjaciół, Hamleta, André i policjanta Muldgaarda, o niewiadomym imieniu i stopniu służbowym, nie jest degeneracja poczty, tylko degeneracja społeczeństwa, które znudzone wieczną (choć drugorzędną) szczęśliwością przestało wysyłać do siebie cokolwiek, poza ustnymi i internetowymi życzeniami szczęścia, bo resztę już mają pierwszorzędne: zdrowie, opiekę społeczną i problemy z imigrantami.
Aktualności
Pan Kichot i Joulupukki
Ponad 75 % obszaru Finlandii pokrytych jest zwartymi kompleksami leśnymi. W Polsce lasy to niespełna 30 %. Czy świadczy to o tym, że jesteśmy krajem bardziej zurbanizowanym i bardziej rozwiniętym niż Finlandia? Może i tak… Ale czy w związku z tym jesteśmy szczęśliwsi? Bynajmniej: w rankingu poczucia szczęśliwości (to dość dyskusyjne kryterium!) do Finlandii nam daleko. Szczęście zresztą nie spływa na ludzi wraz ze strumieniami pieniędzy i dóbr materialnych: w pierwszej dziesiątce najszczęśliwszych krajów świata znalazły się m.in. Costa Rica i Meksyk…
Aktualności
Tylko wanny żal…
Nie ukrywam, że nie tylko ostatnie sukcesy, jakie w naszych stronach odnoszą niespodziewana zima i spodziewana głupota niektórych polityków, wpływają mocno na moje – widoczne być może – przygnębienie. Nie pociesza mnie wcale przypominanie misiowatego cytatu, że jak jest zima, to musi być zimno, oraz tego, że do polityki nie idą platońscy filozofowie, tylko przeważnie ćwoki i garkotłuki, które nie miałyby szans na jakąkolwiek uczciwą pracę, wymagającą doświadczenia, wiedzy i poczucia odpowiedzialności. Zwłaszcza że hipertrofia poczucia odpowiedzialności jest w coraz większym stopniu moim udziałem i obniża mi horyzonty bardziej, niż deformacje kręgosłupa. W tym kontekście patrzę też na kwestię wanny i jej niebezpieczeństw dla zagrożonego osteoporozą kośćca.
Aktualności
Parking
Zaparkowałem tam gdzie zawsze i poszedłem na mój przymusowy spacer. Na ścieżce spacerowej tłoku nie było, ale nie byłem pierwszym korzystającym tego dnia z jej uroków. Trudno było nie zauważyć, że wcześnie rano spacerowały tu już nowotarskie barany. Mam na myśli samce od owiec. W maczystowskim świecie Podhala na owce mówi się właśnie przeważnie właśnie barany. Zazwyczaj o tej porze roku kierdle powinny być już rozpuszczone do domów, ale zmiany klimatyczne i tutaj są widoczne: w przededniu zapowiadanych katastrofalnych opadów śniegu (mówią, że może spaść go nawet trzy centymetry!) trawa wciąż była zielona, a gdzieniegdzie złociły się podbiały, więc owce (i barany…) były na naturalnym wikcie. Poranny przemarsz wypasowy odbywał się jednak nie po zielonej jeszcze łące, tylko po wyasfaltowanej ścieżce.
Aktualności
Klonowanie schabowego
Jestem nieuleczalnym mięsożercą, a nie powinienem: pracowałem kiedyś w pewnym Kombinacie PGR na Opolszczyźnie, który słynął z produkcji tzw. bukatów, czyli młodego bydła (do półtora roku), produkowanego na ubój. Produkowano też tuczniki. To była właśnie produkcja, a nie hodowla. Szczegółów, jak to wyglądało, Państwu oszczędzę, bo może ktoś jest właśnie w trakcie śniadania czy obiadu (kolacji nie, bo moich tekstów nie powinno się czytać przed snem). A propos posiłków: żywiłem się w stołówce pracowniczej, gdzie co dzień podawano odpady poprodukcyjne w postaci tzw. rąbanki. Sam się dziwię, że nie zostałem wtedy wegetarianinem, ale nie zostałem.
Aktualności
Śledź polimerowany
Dobra, przyznaję się: to wszystko moja wina. Oczywiście, nie jestem na tyle egocentryczny, żeby twierdzić, że tylko moja. Tych, których zaniechaniom zawdzięczamy to co mamy, jest więcej. Powiedziałbym – jest ich jakieś osiem miliardów. Ale obecność w gronie wszystkich współczesnych Ziemian (i paru miliardów tych, którzy byli przedtem) mojej winy nie wyklucza, choć trochę ją umniejsza. A było tak:
Aktualności
Raj pozyskany
W Milanówku mama czekała na przydzielenie telefonu przez prawie 12 lat. Dostała. Potem założyła na tarczę kłódkę, bo nie było jej stać na opłacenie rachunku. Po latach, w Zakopanem, udało mi się zorganizować zakopiański oddział „Gazety Krakowskiej” i siedzibę redakcji chciałem wyposażyć w dwa telefony. Mieściliśmy się jakieś 50 metrów od budynku Poczty i Telekomunikacji. Złożyłem stosowne podanie, a gdy telefonów wciąż nie było, poszedłem interweniować. W rozmowie z dyrektorem argumentowałem, że redakcja dużo będzie dzwonić i będzie płacić duże rachunki, na czym Telekomunikacja zarobi, więc uprzejmie proszę… itd. Dyrektor wzruszył ramionami i powiedział, że może i Telekomunikacja zarobi, ale – zapytał – co on z tego będzie miał? Powiedziałem mu, że na przykład to, że tego co właśnie usłyszałem nie opiszę w gazecie. Dostaliśmy dwa numery.
Aktualności
Plecak ewakuacyjny
Dawniej, jak podobno mawiał Stańczyk, w Polsce było najwięcej lekarzy. Potem wszyscy znali się na ekonomii, piłce nożnej, tenisie, kosmosie i oczywiście na polityce. Teraz wszyscy znają się na wojnie, bo Hannibal jest już ante portas. W zasadzie jest już w drzwiach, widać przytrzymującą je nogę, więc periculum in mora. Ja oczywiście też uważam się za kompetentnego w sprawach wojskowości, bo na Studium Wojskowym UW terenoznawstwa uczył mnie słynny pułkownik Omelan, musztry – major Kuźma, a nieobcy był mi nawet rotmistrz Kucejko. A na poligonie w jedynostce w m. Morąg zdobyłem szlify podoficerskie, konkretnie: stopień starszego kaprala podchorążego, więc: baczność, temat zajęć: ewakuacja, spocznij, wolno palić.
Aktualności
Genom posła
Obserwując od pewnego czasu zachowania kilkunastu posłów polskiego Sejmu oraz jednego przedstawiciela władzy wykonawczej zacząłem się zastanawiać, czy nie powinienem zweryfikować swojej wiedzy na temat tego, że jakoby kilkadziesiąt tysięcy lat temu człowiekowaty gatunek Homo neanderthalensis wyginął, zdominowany (także seksualnie) przez homo sapiens, człowieka rozumnego.
Aktualności
Kosmos
Postanowiłem polecieć w Kosmos.
Oczywiście, wiem – mam swoje lata, niekiedy – zwłaszcza w poniedziałki – odnoszę wrażenie, że mam też cudze. Ale mam również swoje ambicje. Ponieważ jak dotąd nie osiągnąłem w życiu niczego, co by można nazwać spektakularnym na tyle, żeby mnie pokazali w głównych wydaniach stacji informacyjnych, postanowiłem zrobić to teraz. Wiem, naturalnie, że niedawno wszyscy zachwycali się kosmicznym lotem Sławosza Uznańskiego-Wiśniewskiego, ale po pierwsze, on jest żonaty z Platformą Obywatelską, więc to się nie liczy, a po drugie jego lot był polityczny, bo w Kosmos zabrał z sobą Szymborską, a nie Herberta i pierogi z mięsem, a nie ruskie. Skutkiem czego jak w kapsule amerykańskiej zrobiła się kolejka do wygódki, to nie mógł skorzystać ze sławojki w rosyjskiej sekcji, no i było niefajnie.
Państwo Uznańscy tutaj, w mojej okolicy znani są zresztą z czego innego: oto w 1818 roku Tomasz Uznański z żoną Honoratą kupili część dóbr podhalańsko-tatrzańskich i osiedli we dworze w Szaflarach. Ich posiadłość nazwano Państwo (czyli dominium) Szaflary, a rozciągało się ono aż po Tatry, z Doliną Suchej Wody Gąsienicowej, Olczyską, Nosalem i Giewontem, bez krzyża jeszcze. Potem się rodzinnie trochę pokłócili i z Państwa Szaflary wyodrębniło się Państwo Poronin, z Kośnymi Hamrami i het, w górę. I z późniejszym Muzeum Lenina. A dziś w miejscu Dworu Uznańskich w Szaflarach jest między innymi wytwórnia jogurtu „Magda”. No, proszę państwa, doprawdy… Jogurt we dworze!
Aktualności
Powrót natury
Nie, nie zamierzam propagować naturyzmu, zwłaszcza tu i teraz. W Nowym Targu naturyzm byłby przykry dla wszystkich zmysłów i mógłby się przyczynić do dalszego zmniejszenia populacji, poprzez zarówno zaniechanie czynności prokreacyjnych, jak i przez większą niż zwykle agresję przemocową w rodzinach i poza nimi. A poza tym zima idzie.
Aktualności
Kompleksy parweniuszy
Dawno już się tak nie ubawiłem, jak wtedy, gdy Donald Trump udawał dżentelmena, przebrał się we frak i zasiadł do uroczystego obiadu między królem Karolem a księżniczką Kate. I gdy król usiłował zrozumieć, co Trump mówi, kiedy mówił po angielsku. Prawie tak samo śmieszne było to, jak pan Karol z Polski mówił po wizycie w Berlinie o Janie Tombińskim, nie zrozumiawszy co znaczy zwrot chargé d’affaires i nazywał go pan Szarż. Ale to akurat byłoby śmieszne, gdyby nie było żałosne. Kompromitacja człowieka tego typu nie jest jednak żadnym zaskoczeniem, choć trochę obciachowe jest to, że ten pan kompromituje przy okazji prawie jedną trzecią naszego narodu, czyli tych, którzy radośnie go obsadzili na jego stanowisku.
Aktualności
Pocztówka
Pod koniec XIX wieku, a nawet jeszcze później pocztę w Zakopanem dostarczano do domów dwa razy dziennie. Jak było coś pilnego, to listonosz jakoby potrafił odnajdywać co ważniejszych turystów na wycieczce w górach i tam przynosić listy. Trochę w to nie wierzę. Ale ładnie brzmi. Podobnie jak opowieść o pierwszym doręczycielu, który pisał się Gąsienica, nazywał się Kuba, a wołali nań Poczciarz. Wspominają go dawni relatorzy zakopiańscy, że chodził boso i że nie umiał czytać, więc prosił o pomoc jakiegoś turystę, ten czytał mu nazwiska adresatów, Kuba sobie to układał i po kolei roznosił.
Aktualności
Życie seksualne Nowotarżan na ścieżce spacerowej
Obowiązkowa godzinka na ścieżce spacerowej. Pogoda ładna, samopoczucie nie gorsze niż zwykle, więc nie ma pretekstów, żeby się od obowiązku uchylić. Ale tych spacerów nie lubię, głównie dlatego, że obowiązkowe. A w dodatku byłyby szalenie nudne, gdyby nie to, że można się do nich nastawić jak Bronisław Malinowski podczas podróży na Wyspy Triobriandzkie: stosować naukowe podejście do rzeczy banalnie zwykłych. To pozwala zresztą choć na krótki czas nie myśleć o tym, co jest powodem obowiązkowości tych spacerów.
Aktualności
Tu i tam
- Ja tam lubię ciepło – tak sąsiadka skwitowała w windzie moje narzekania na panujący od kilku dni upał. Przez jedną krótką chwilę zastanawiałem się nad szczegółowym znaczeniem użytego przez nią słowa „tam”, ale doszedłem do wniosku, że w tej wypowiedzi sąsiadki jest to nie zaimek rzysłówkowy, tylko partykuła wzmacniająca. No, coś w rodzaju partykuły. I pomyślałem sobie, jak różnie odczuwamy różne rzeczy w różnych miejscach. Na przykład ja też lubię ciepło tam – w krajach, gdzie ciepło jest immanentną cechą klimatu, ale najlepiej to ciepło konsumuję gdzieś w falach ciepłego morza, albo na plaży, owiewany ciepłym, ale nie gorącym wiatrem, pod warunkiem, że nie jest za mocny i nie obsypuje mnie ciepłym, ale nieprzyjemnym piaskiem. Ale może jeszcze bardziej lubię ciepło tu – gdzie jeszcze nie jest ono stanem częstym, gdzie do morza mam daleko i zdecydowanie nie jest to ciepłe morze i gdzie, jeśli się trafi dzień ciepły, słoneczny i bezwietrzny, a przypadkiem nie jest to związane z mocno zanieczyszczonym powietrzem – robi się naprawdę przyjemnie, co mój meteopatyczny na starość organizm potrafi docenić i wynagrodzić chwilowym dobrostanem.
Aktualności
Program partii
W XIX i XX wieku partie i organizacje społeczne walczyły o władzę, by zrealizować swój program polityczny i socjalny. Głosowali na nich ci ludzie, którzy ten lub podobny program popierali, z takich czy innych powodów. Dziś partie i organizacje społeczne wybierają sobie taki program polityczny i socjalny, który pozwoli im zdobyć władzę, dzięki głosom ludzi, którzy popierają taki a nie inny program. Innymi słowy – kiedyś ludzie popierali partię, bo miała odpowiadający im program. Dziś partie popierają taki program, który zjedna dla nich większość wyborców, co pomoże zdobyć władzę. Jeszcze prościej: kiedyś zdobycie władzy służyło realizacji programu politycznego. Dziś program polityczny służy zdobyciu władzy.
Kwaśny czwartek
Perspektywy
Uczyliśmy się o niej na lekcjach rysunku, stosują ją malarze, pojawia się w fotografii. W myśl jej zasad przedmioty oddalone na obrazie są mniejsze niż te, znajdujące się bliżej. Ale nie zawsze tak było. Patrzę na fresk Giotta di Bondone, namalowany ok. 1305 roku dla kaplicy Scrovegnich w Padwie, przedstawiający grupę uchodźców, udających się z Palestyny do Egiptu. Obraz bez perspektywy, wydaje się płaski, a przecież Giotto to jeden z najwybitniejszych mistrzów Średniowiecza. Ale jednak już u niego drzewa i skały stanowiące tło grupy, towarzyszącej Marii i Jezusowi jadącym na osiołku, prowadzonym przez Józefa, są wyraźnie mniejsze. Drzewa nawet są karykaturalnie, nieproporcjonalnie małe. Za pierwsze dzieło sztuki, namalowane około 1425 r. z zastosowaniem zasad perspektywy, uchodzi Trójca Święta Tommasa di Ser Giovanni di Simone, zwanego Masaccio, znajdująca się w kościele dominikanów Santa Maria Novella we Florencji. Ale popatrzcie kiedyś na młodsze o przeszło cztery stulecia może najpopularniejsze dzieło Édouarda Maneta: w parku przy piknikowym śniadaniu siedzi dwóch kompletnie ubranych mężczyzn, między nimi naga kobieta. A z tyłu, w głębi inna modelka, ubrana w zwiewną koszulę, przystępuje do kąpieli w sadzawce. Jest przykucnięta – ale gdyby stanęła wyprostowana musiałaby mieć ze trzy metry wysokości
Aktualności
Witaj, Europo
Grecka wyspa Lesbos oglądana na mapie przypomina lecący dron kamikadze. Moria leży na jego prawym skrzydle. To niewielka (nieco ponad 1000 mieszkańców) miejscowość we wschodniej części wyspy, położona 20 km od wybrzeży tureckich. Opodal znajdował się cieszący się złą sławą ośrodek dla uchodźców, spalony w 2020 roku. Moria to też nazwa góry, na której Abraham z polecenia Boga miał zabić dla niego w ofierze swego syna Izaaka. Dziś jest to wzgórze świątynne w Jerozolimie. Według tradycji żydowskiej tu Bóg rozpoczął tworzenie świata i stąd wziął proch, z którego ulepił pierwszego człowieka, Adama. Dla wielu ludzi Moria to Czarna Otchłań – nazwa najstarszej i największej siedziby krasnoludów, jedno z najważniejszych miejsc Śródziemia – krainy, stworzonej przez fantazję J.R.R. Tolkiena.
Aktualności
Odyseja kosmiczna 2025
Oczywiście, cieszę się z kosmicznego lotu Sławosza Uznańskiego-Wiśniewskiego, ale uszami mi wychodzi ten patos i bezustanna tromtadracja hurra-patriotyczna: Polska mistrzem Polski, NASZ CZŁOWIEK w Kosmosie, kapsuła kosmiczna Polaka, polski astronauta (nie kosmonauta, panie premierze, kosmonauci byli radzieccy, zaś astronauci amerykańscy, więc musimy mówić „astronauta”) zadokował, Polak przeprowadza kluczowe eksperymenty… Cieszę się, bo polski astronauta ma oryginalne imię, jest przesympatyczny, ogromnie dużo pracował, żeby się zakwalifikować do lotu, jest doktorem, pracował w CERN-ie, które kiedyś było miejscem akcji jednego z moich opowiadań, no i ma uroczą żonę, której miłość do pana Sławosza aż do cukierkowatej przesady eksploatują media. Rozumiem, że te PIS-owskie nie, bo pani Sławoszowa jest posłanką PO, a w dodatku jest ćwierć krwi Tajką, a ćwierć – Chinką. No i pracowała jako wolontariuszka w obozie dla uchodźców na Lesbos (poza tym – w kilku innych groźnych miejscach na świecie). Prawdę powiedziawszy, ona już wcześniej od męża zdobyła Kosmos.
Aktualności
Mój konserwatyzm
Konserwatyzm, rozumiany jako postawa życiowa opierająca się na kulcie tradycji i zamiłowaniu do historii, zawsze kojarzył mi się ze starością. W każdym razie z osobami zdecydowanie starszymi ode mnie. Ojciec mój, na przykład, był wielbicielem włoskiego tenora Beniamina Gigli. Mama, młodsza od ojca o ćwierć wieku, uwielbiała Martę Mirską i Nataszę Zylską. Ja, kiedy już przestałem nucić Chwalcie łąki umajone i Ukochany kraj – wpadłem w wielką miłość do Brendy Lee i Beatlesów. Ale po latach wszystko zaczęło się zmieniać. Beatelsi stali się oldskulowi, o Brendzie Lee zapomniano, a ja zostałem – we własnym mniemaniu – niezwykle postępowy.
Oczywiście nie chodziło tu o muzykę, o stroje czy fryzury, czy nie daj Boże politykę, lecz o zamiłowanie do techniki, potem do nowoczesnych technologii informatycznych, ogólnie do spraw usytuowanych w większym stopniu o krok przede mną, niż o pięć kroków za mną. Pod względem muzycznym bowiem z czasem stałem się skrajnym konserwatystą: do Beatlesów doszło przywiązanie do Bacha, Beethovena, Mozarta, Czajkowskiego, Chopina i zespołu Queen, i do piosenek polskich klasyków (choć na pewno nie konserwatystów): Przybory, Osieckiej, Młynarskiego i Sikorowskiego. W tym samym czasie zaczęły być dla mnie ważne osiągnięcia współczesnej nauki i techniki – fizyki, astrofizyki, chemii, genetyki… Ale nie bardzo miałem z kim o tym rozmawiać.
Aktualności
Jesień średniowiecza
Rekonstrukcja rządu? Jaka rekonstrukcja? W tej koalicji? Której trwanie polega tylko na tym, że za poparcie koalicjantom dano jako zapłatę posady rządowe i rząd się trzyma tylko dzięki temu, że ministrowie trzymają się stołków? Nieefektywni ministrowie do wymiany... A którzy – poza Sikorskim – są efektywni? A i on nie do końca (ambasadorowie). Najgorsze są działania pozorne, zapowiedzi działań, powoływanie kolejnych komisji, ogłaszanie raportów, głośne wyznaczenie terminów, które cicho i bez efektów mijają. Pamiętacie jeszcze komisję do spraw zespołu smoleńskiego Macierewicza? Oszustwa, kłamstwa, fałszerstwa, przewały finansowe, immunitet, bez immunitetu i co? I nic. Dlaczego? A, tego już nie usłyszeliśmy. Komisja do spraw wpływów rosyjskich? Kolejne raporty, kolejne ględzenia i nic. Jakieś akty oskarżenia? Może minister Bodnar oczekuje, że jakaś wicereferentka w wieku przedemerytalnym zacznie sypać? No, to powodzenia...
Aktualności
Znaki zakazu
W niektórych krajach już wprowadzono, w niektórych (w tym w Polsce) zamierza się wprowadzić zakaz korzystania ze smartfonów przez młodzież – albo w ogóle, albo na terenie szkoły, albo tylko podczas lekcji. W jednej ze szkół, z którą byłem związany, zakazano smartfonów, ale stare komórki bez dostępu do internetu były dozwolone. W argumentacji wieje grozą: smartfony ogłupiają, rozpraszają, wciągają w świat pornografii i narkotyków, przyczyniają się do depresji, chorób psychicznych i samobójstw. I co najgorsze – umożliwiają fotografowanie, nagrywanie i filmowanie nauczycieli.
Aktualności
Dziewiąta, czyli kwestia skali
W telewizji „Kultura” słucham i oglądam IX Symfonię Ludwiga van Beethovena w wykonaniu orkiestry i chóru Opery Paryskiej pod dyrekcją Philippe Jordana. Nagranie jest z 2015 roku, dokonano go w Operze Bastille w Paryżu. Wszystkie miejsca na widowni są zajęte, na scenie zapewne jakieś 200 wykonawców. Przede mną prawie półtorej godziny słuchania jednego z najsłynniejszych utworów muzycznych na świecie. Jak żałuję, że to tylko z telewizyjnej konserwy, że nie byłem tam, na widowni opery, wybudowanej koło miejsca, gdzie w 1789 roku lud Paryża zburzył twierdzę anciene régime’u. Po niespełna godzinie do akcji muzycznej wkracza siedzący dotąd chór i soliści. Rozbrzmiewa pieśń do słów Fryderyka Schillera: Freude, schöner Götterfunken, Tochter aus Elysium, wir betreten feuertrunken, Himmlische, dein Heiligtum!
Aktualności
Stolarstwo patriotyczne
Na wszystkich wiecach przedstawiciele polskiej prawicy, nacjonaliści i faszyści zapewniali, że ich patriotyczny GPS zawiadamia, iż w miejscu, gdzie aktualnie krzyczą, jest Polska. Wydaje mi się, że jedynym bastionem trzech przyjaciół z boiska – Nawrockiego, Mentzena i Brauna, gdzie hasło Tu jest Polska nie miało większego wzięcia, było Chicago. Informowanie mieszkańców polskich miast i wsi o tym, że tam, gdzie mieszkają jest Polska ma spore znaczenie w wielu miejscach, szczególnie na Podhalu, gdzie niegdyś trzeba było mieć białą odwagę, by to powiedzieć. Dziś w takim na przykład Poroninie 18 procent elektoratu głosowało za patriotyczną opcją Sławomira Mentzena, a 16 procent było murem za Grzegorzem Braunem. Tam też jest Polska.
Aktualności
Do duszy
Od lat naukowcy – ale nie tylko oni – spierają się o to, czy większy wpływ na rozwój jednostek mają genetyka czy behawioryzm. Czy o tym, jaki będzie dorosły pies, kot, człowiek czy ośmiornica decyduje przekazywanie sobie przez pokolenia w miarę możliwości dokładnie zduplikowanego genomu, czy obserwowanie i naśladowanie zachowania najbliższego otoczenia. Ostateczna odpowiedź nie pada, bo też w zasadzie paść nie może: o sposobach kształtowania się osobowości wciąż mało wiemy.
Aktualności
Czekając na Dzień Dziecka
W pierwszej połowie maja nasze niekoniecznie najpiękniejsze na świecie osiedle robi się jeszcze bardziej nie najpiękniejsze. Mieszkańcy górnych pięter bloków „ozdabiają” swoje okna i balkony pustymi torebkami foliowymi po to, by odstraszyć jaskółki, które szukają miejsca, by ulepić tam swoje gniazda. W miastach najchętniej robią to właśnie koło okien i balkonów. Nie mam nic przeciwko jaskółkom, chciałbym, żeby było ich jak najwięcej, bo podobno zjadają mnóstwo komarów, ale nie lubię, kiedy efekty tego zjadania użyźniają mój balkon i okna. Jaskółki omijają powiewające i szeleszczące foliówki i znajdują takie miejsca, w których jednak lepią gniazda. Czy odpędzać komarożercze ptaki, czy tolerować ich przemianę materii – oto jest pytanie. Stawiamy je sobie co roku. Ale w tym roku stawiamy sobie ważniejsze pytanie, na które odpowiadamy raz na pięć lat: jaki będzie wizerunek Polski, określany przez wizerunek i poglądy osoby, reprezentującej nasz kraj na świecie. W zasadzie sprawa jest prosta – jesteś za, czy przeciw Polsce nowoczesnej i sympatycznej, czy może interesuje cię nasza polska przaśność, odgrodzona od nowoczesności średniowiecznym częstokołem. I ciągle jeszcze większość z nas chce być obywatelami wolnego świata, a nie tylko wolnej (od wspólnych zasad) Polski. Tak się składa, że tę wolność utożsamiamy z byciem w Unii Europejskiej, korzystaniem z płynących z tego tytułu przywilejów oraz – mniej chętnie – akceptacją płynących z tego tytułu obowiązków. Unia jest jak demokracja: nie jest to najbardziej wspaniały ustrój, ale tak się składa, że nie ma lepszego. Unia nie jest wspaniała, ale nie ma od niej nic lepszego dla Polski. Na szczęście, nie musimy tu wybierać między foliówką i jaskółką – sprawa jest bardziej oczywista. Ale jak się okazuje od lat – nie dla wszystkich.
Aktualności
Raport ze ścieżki
Wykonując rutynowy, ale dziś niemal jesienny spacer po rowerowo-pieszej ścieżce spacerowej biegnącej dookoła Polany Szaflarskiej (jak sama nazwa wskazuje – w Nowym Targu) po raz kolejny zauważyłem bardzo starannie wykaligrafowaną na niej sugestię erotyczną, odnoszącą się do prezydenckiego kandydata Koalicji Obywatelskiej. Ponieważ obok była ławka, przysiadłem, żeby przez chwilę zastanowić się nad głębią tego przesłania. Od razu zaznaczam, że jestem człowiekiem starym, który już niejedno w życiu widział, także na ścieżkach i w tej dziedzinie nic mnie nie zaskakuje. Zwłaszcza na nowotarskiej ścieżce spacerowej, gdzie od wielu miesięcy – a może i lat – w innym miejscu umieszczono nie tylko sugestie gwałtownej miłości wobec jakiegoś Łukasza czy Franka, już nie pamiętam – ale i towarzyszące temu liczne i gabarytowo mocno przesadzone i nieproporcjonalne wizerunki męskich drugorzędnych cech płciowych, co zresztą nie robi wrażenia nawet na małoletnich dziewczynkach, po owych gonadach ochoczo pląsających na rolkach czy hulajnogach. Wszyscy traktują to jako przejaw specyfiki lokalnej, podhalańskiej kultury. O tym, że nie przeszkadza to w najmniejszej mierze służbom miejskim i władzom samorządowym, tamże spacerującym po penisach i jądrach – ani wspomnieć nie warto.
Aktualności
Papież demokratyczny
W Watykanie Kolegium Kardynałów wyznaczyło początek konklawe na 7 maja. Elektorzy wejdą do Kaplicy Sykstyńskiej, oddając komórki i tablety, pomodlą się o interwencję Ducha Świętego, popatrzą na fresk Michała Anioła i wpiszą ołówkiem na kartce jedno nazwisko, po czym kartkę wrzucą do urny. Puszczą jednego czy drugiego czarnego dymka, wreszcie wybiorą i puszczą biały. Afrykanie zaprotestują. I wszyscy będą niezadowoleni, z wyjątkiem oczywiście Ducha Świętego, na którego można będzie potem wszystko zwalić. Na przykład to, że nowy papież będzie subsaharyjski, jak to z wyraźną intencją wyrażenia pogardy czy obelgi mówi o mieszkańcach Czarnej Afryki jeden z oficjalnych kandydatów na polskiego prezydenta.
Aktualności
Metafizyka cocker spaniela
Roksanka – czarna, niemłoda już cockerka leży na dywaniku pod stołem, porusza nogami i cicho poszczekuje przez sen. Śni się jej pewno, że kuchenna lodówka sama się otwiera i wystarczy do niej podbiec, a wyskoczy z niej kiełbaska i da się zjeść. Chyba nie rozmyśla przez sen o tym, kto i w jaki sposób zdobył tę kiełbaskę i włożył do lodówki. Jej spekulacje kończą się zapewne w miejscu, w którym dochodzi do wniosku, że tylko ja mogę w realu lodówkę otworzyć, ułamać kawałek przysmaku i zaspokoić jej ciągle wielki apetyt na kiełbaskę. W pewnym skrócie to ja jestem stworzycielem tej kiełbaski, a skąd ją wziąłem i jak dostarczyłem do lodówki jest o wiele mniej istotne od tego, w jaki sposób Roksanka może mnie skłonić do obdarowania jej następnym kawałkiem. Ba, mogę być prawie pewien, że problem pochodzenia kiełbaski w lodówce jest jej doskonale obojętny. Kiełbasa jest w lodówce. Gdzie była przedtem – nieważne. Gdyby Roksanka znała łacinę, wyszczekałaby w tym języku: ignoramus et ignorabimus. Nie zna, więc nawet przez sen nie szczeka o tym, że nie wiemy i wiedzieć nie będziemy i nie wie, że powiedział to nie żaden starożytny filozof, rozważający problematykę powstania wszechświata, tylko XIX-wieczny niemiecki lekarz i zoolog Emil du Bois-Reymond, zastanawiający się nad granicami zdolności człowieka do poznania świata.
Aktualności
Prawdziwych przyjaciół…
Jak się wydaje, Mickiewiczowska mądrość o prawdziwych przyjaciołach poznawanych w biedzie nieco się zdezaktualizowała. Choć bieda jest prawdziwa, to jeszcze nie najgorsza i miejmy nadzieję, że rację będą mieli ci, który przypominają porzekadło: chroń nas, Boże od przyjaciół, bo z wrogami jakoś sobie poradzimy. Niestety, wygląda na to, że jak na razie sami sobie nie poradzimy. Ani z przyjaciółmi, ani z wrogami. No, ale póki jeszcze Kijów się broni, póty nie musimy sobie z wrogami radzić sami. Póki Francuzi, Niemcy, Włosi i Skandynawowie uważają nas za ważnych partnerów, mamy jakieś szanse w starciu z przyjaciółmi.
Aktualności
Niepoprawność
Na początku nowego roku, idąc na urlop w związku z wyborami prezydenckimi, muszę się przyznać do paru rzeczy. I z góry proszę o wybaczenie tego mocno spóźnionego coming-outu. Nie pisałem tego wcześniej expressis verbis, ale zapewne wielu moich czytelników (wiem, wiem, wielu moich czytelników to oksymoron, czyli wyrażenie wewnętrznie sprzeczne) już z zamieszczanych tu publikacji wie, że jestem osobą kiepsko reformowalną i mocno konserwatywną, choć pisząc o sztucznej inteligencji, genetyce i Grzegorzu Braunie usiłowałem się przedstawić jako postępowiec. Ale tak naprawdę, w głębi duszy, nie akceptuję niektórych obowiązujących od niedawna norm. A ponieważ jako człowiek niepracujący i od pewnego czasu niepodległy, czuję, że mogę na swoim podwórku manifestować swoją wolną wolę, więc manifestuję.
Aktualności
Sirimavo Bandaranaike
Jedna z moich ulubionych bohaterek powieści Joe Alexa, niezwykle piękna pani o imieniu Lucy, biegle posługująca się skalpelem, wykonuje operacje neurochirurgiczne. Według obecnie obowiązującej nomenklatury jest neurochirurżką. Word podkreślił to słowo jako błąd. Chyba nie jest specjalnie nowoczesny. Jesteśmy narodem wybranym, bo tylko u nas mieszkają kobiety i mężczyźni. U sąsiadów mieszkają sami mężczyźni. W Czechach Czesi, w Niemczech Niemcy, w Szwecji Szwedzi, w Danii Duńczycy, w Rosji Rosjanie, w Słowacji Słowacy. Tylko w Polsce mieszkają Polki i Polacy, w Warszawie Warszawianki i Warszawiacy, auta prowadzą kierowcy i kierowczynie, a do studia telewizyjnego przychodzą goście i gościnie, gdzie witają ich redaktorki, redaktorzy i Monika Olejnik. Nikt już ze szkoły nie pamięta, że istnieją rzeczowniki zbiorowe, które obejmują całość danej populacji, bez względu na płeć. W Puszczy Białowieskiej mieszkają żubry obojga płci, długie szyje mają żyrafy samice i żyrafy – samce, a pomnik Adama Mickiewicza ustrajają zarówno gołębie, jak i gołąbki, przy czym raczej pomstujemy zbiorowo na gołębie, gołąbki zostawiając do konsumpcji.
Aktualności
Trojka
Trzy sprawy spowodują, że Polska do końca tego stulecia nie rozwiąże żadnych swoich najpoważniejszych problemów – gospodarczych, społecznych i politycznych. I za żadną z tych spraw nie stoi ostatnie dziesięć lat, PiS, Rosja czy Unia Europejska. Te sprawy to węgiel, Kościół katolicki i rolnictwo. A wspólnym mianownikiem tych wszystkich spraw jest strach. A dokładniej – tchórzostwo władzy (każdej władzy) przed ulicznymi burdami, jakie wywołałyby liczące się grupy społeczne, gdyby stanowczo i konsekwentnie zlikwidować ich przywileje, rujnujące nasz kraj.
Aktualności
Ring obywatelski
Od pewnego czasu atakują mnie reklamy inteligentnych obrączek. Ponieważ swoją tradycyjną, a więc nieinteligentną obrączkę straciłem już dość dawno, powoli daję się uwodzić tym reklamom i przeglądam polskie i chińskie strony internetowe, rekomendujące tę biżuterię, która założona na palec ręczny ma mnie informować o stanie mojego tętna, jakości saturacji, liczbie przespacerowanych kroków (wytykając, dlaczego tak mało), a co najważniejsze – o poziomie mojego stresu. Obrączka taka nazywa się smart ring. I tą ścieżką dotarłem do rozważań na temat niezależnego, obywatelskiego kandydata na polskiego prezydenta.
Aktualności
Chamska asertywność
Kurz bitewny przejściowo opadł. Jarosław Kaczyński wygrał wybory prezydenckie w Stanach Zjednoczonych, Rafał Trzaskowski wygrał prawybory w telefonach, Przemysław Czarnek w ostatnim tygodniu nawet się ogolił, ale podobno kandydować nie chciał, więc na szczęście nie musiał i chętnie się posunął, robiąc miejsce Karolowi Nawrockiemu, zresztą kto by podskoczył okazałemu wybrańcowi prezesa, skądinąd bezpartyjnemu doktorowi historii i mistrzowi ringu, Sławomir Mentzen szykuje pipę do lania wyborczego piwa, Szymonowi Hołowni żona pozwoliła kandydować, Marek Jakubiak zapętlił się na apaszce, a pierwszy śnieg lada moment przykryje popowodziowy Armagedon w Kotlinie Kłodzkiej, gdzie odbudowuje się urny wyborcze i niewiele poza tym. A my powoli zaczynamy oswajać się z myślą, że jeśli ktoś chce wygrać jakiekolwiek wybory na świecie, to musi kłamać, obiecywać gruszki na wierzbie, schlebiać najniższym instynktom, wszystkich, co się z nim nie zgadzają nazywać zdrajcami i sługami piekła, przedstawiać się jako wysłannik Pana Boga na Ziemi i być skończonym chamem. Tylko wtedy ma szanse przekonać do siebie większość wyborców, których kłamstwo oszuka, obietnice zwiodą, pochlebstwa ugłaskają, nienawiść posmaruje im miodem serca, a chamstwo zostanie uznane za stanowczość i bezkompromisowość. W tej konkurencji Rafał Trzaskowski zdaje się nie jest faworytem. Czy będzie liczył na to, że poprą go ludzie kulturalni i przeciwstawiający się chamstwu? Pewno tak. Ale czy przy pomocy tego elektoratu uda mu się wygrać wybory? Hm…
Aktualności
Jelenie równinne
Mówi się, że wskutek rozmaitych wydarzeń – jednych gwałtownych, jak uderzenie komety, innych powolnych, jak zmiany klimatyczne, jednych przypadkowych, jak wymarcie ptaka dodo, innych celowych, jak wybicie turów – wyginęło przeszło 90 procent gatunków zwierząt, żyjących kiedyś na Ziemi. Człowiek, mimo że jest głupszy, niż przewiduje instrukcja życia biologicznego, wciąż istnieje, ma się dobrze, a nawet wybiera Donalda Trumpa na prezydenta atomowego mocarstwa. Ludzie nienawidzą – no, w tym miejscu mógłbym postawić kropkę i to wyjaśniałoby jeśli nie wszystko, to bardzo dużo – nienawidzą obcych, co jest jakoś tam zrozumiałe, ale i innych, także innego w sobie. Jakie to szczęście dla nas, współczesnych, że na początku rozwoju swego gatunku nie mieli dobrze rozwiniętej samoświadomości! Gdyby mieli, to pramatkę Lucy, albo praszwagra Ringo, którzy zeszli z gałęzi i stanęli na dwóch nogach, czwororęcy kuzyni byliby zatłukli pałkami teleskopowymi za to, że postępują inaczej, niż przódzi. Może zresztą zatłukli – Lucy z Etiopii zginęła nagłą śmiercią, i może nie koniecznie poślizgnąwszy się na skórce od banana. Ale maszerujący na czterech konserwatyści nie zdołali utłuc wszystkich i ewolucja się dokonała, o czym zdaje się nie chcą pamiętać ci, którzy tak głośno i smrodliwie walczą o zachowanie dawnych wartości. Dialektycznie wszystko jest OK, postęp dokonuje się w walce przeciwieństw, a więc skoro istnieją Aleksandra Gajewska i Aleksandra Przegalińska, to muszą istnieć Maria Kurowska i Beata Kempa, skoro istnieje Wanda Traczyk-Stawska, to musi istnieć Robert Bąkiewicz. Ale to boli.
Aktualności
Mity medialne
Najbardziej efektownym – i zarazem najbardziej efektywnym – posunięciem pierwszego roku po wyborach, w wyniku których PiS straciło władzę, stało się przejęcie publicznej (a w praktyce przez czas rządów PiS-u – partyjnej) telewizji, radia i Polskiej Agencji Prasowej. Przez poprzednie lata obowiązywała w ówczesnej opozycji narracja, że to z powodu ogłupiania i kłamstw, przekazywanych przez kurską telewizję, znaczna część elektoratu wbrew wszystkim ujawnianym aferom, przekrętom i przepychankom działaczy prawicy trwała przy PiS-ie z zadziwiającą trwałością, na poziomie co najmniej 30 procent poparcia. I to okazało się pomyłką: TVP po zmianach jest zwyczajną, może niekiedy nudnie obiektywną telewizją, ci co mieli od niej odejść – odeszli, przyciągnięci przez inne media, już nie państwowe, ale zaspokajające ich potrzebę współuczestniczenia w seansach nienawiści. I poparcie dla PiS w zasadzie ani drgnęło. Według danych TVP po zmianach straciła 2,09 procent widzów i jej udział w rynku wynosi ponad 23 procent. TV Republika, dokąd przeważnie przeszli niechętni nowym władzom widzowie – ma 4,7 procent udziału w rynku. A elektorat PiS-u to (22 października 2024, dziennik „Rzeczpospolita”) 32,4 procent. Tylko o 0,9 pkt mniej niż ma Koalicja Obywatelska…
Aktualności
Światy równoległe
Prezydent Andrzej Duda wielokrotnie próbował dawać do zrozumienia, że jest następcą prezydenta Lecha Kaczyńskiego oraz jego duchowym i politycznym spadkobiercą – co wywoływało irytację, jeśli nie widoczną niechęć prezesa Jarosława Kaczyńskiego, który po swoim bracie widział na stanowisku prezydenta tylko siebie, albo nieważną marionetkę. Andrzej Duda, wyznaczony co najwyżej do roli Poloniusza, usiłował grać Hamleta, co skutkowało swoistym paradoksem: jego własne środowisko go lekceważyło, przeciwnicy polityczni go wyśmiewali i oskarżali o różne nieprawości, ale jedna trzecia społeczeństwa głosowała na niego i uważała za wybitnego męża stanu. Krytykowano, że jego żona na stanowisku pierwszej damy jest wielką niemową, która pozwala się trzymać za rękę, czyta z dobrą dykcją szkolne lektury i nie zabiera głosu w ważnych sprawach. W nieważnych zresztą także. Ale nie było w tym ani wielkiej straty, ani wielkiej pustki, jej mąż bowiem mówił dużo, czasem krzyczał, czasem grał pauzą i robił miny, a zawsze wywoływał liczne, zwykle nieprzychylne komentarze.
Aktualności
Uczniowie czarnoksiężników
Pewno nie wracałbym kolejny raz do kwestii sztucznej inteligencji, gdyby nie to, że Renata, przygotowując się do ewentualnej batalii o jakieś nowotarskie sprawy, ściągnęła sobie ChataGPT i poleciła mu do opisanego przez siebie casusu dobrać odpowiednie paragrafy kodeksowe. A potem z zachwytem opowiadała mi, że Chatowi zajęło to niecałe dwie sekundy.
Nie wierzę w to. Człowiek to nie robot, nie jest w stanie zmierzyć czasu trwania czegoś krótszego niż dwie sekundy. Ale to, że sztuczna inteligencja z powodzeniem będzie mogła zastąpić już niebawem jeśli nie adwokatów, to radców, a już na pewno doradców prawnych – pisano od dawna. Bo głównym źródłem „wiedzy” rozmaitych asystentów internetowych jest to, że zostali oni nakarmieni ogromnymi bazami danych, całą dostępną w sieci literaturą: fachową, piękną, techniczną, prawniczą i tak dalej, a stosowne algorytmy nauczyły ich kategoryzować te teksty i rozróżniać wiarygodne źródła od dyskusji i polemik, a te – od fejków i świadomych przekłamań. Czy to ostatnie jest na pewno skuteczne i w jaki sposób skonstruowano takie specyficzne filtry? No, tego właściwie do końca nie wiemy, możemy tylko polegać na tym, że SI umie się uczyć, czyli nieakceptowane przez odbiorców odpowiedzi na trudne pytania powoli eliminuje z wiarygodnych baz. A więc, niestety, mądrość naszych elektronicznych asystentów w znacznej mierze musi się opierać na jakże ułomnej naszej, ludzkiej mądrości.
Aktualności
Dziwna wojna
Francuskie drôle de guerre często tłumaczone jest jako śmieszna wojna, ale choć słowo drôle oznacza właśnie coś śmiesznego, zabawnego, pociesznego, to żadna wojna nie jest ani pocieszna, ani zabawna, a już na pewno śmieszna. Śmieszność wojny to określenie, którego jednak używano w początkach Drugiej Światowej, kiedy to sojusznicze rzekomo wobec Polski Francja i Wielka Brytania formalnie wypowiedziały Niemcom wojnę 3 września 1939 r., po czym, po kilkudniowej próbie ofensywy francuskiej w Zagłębiu Saary, od połowy września 1939 do maja 1940 nie podejmowały działań lądowych ani lotniczych wobec Niemców. To oczywiste złamanie wcześniejszych traktatów pozwoliło Niemcom oraz ich radzieckim koalicjantom na zajęcie Polski i dość szybkie wyłączenie polskich regularnych sił zbrojnych z działania. Był to prawdziwy nóż w plecy i, nie owijając w bawełnę, tchórzliwa zdrada. Jak wiemy – nie ostatnia w tej wojnie.
Aktualności
Aklimatyzacja
Obrazki strasznej powodzi dramatycznie pointują tegoroczne lato, które właśnie się kończy. Próbuję uciec myślą do wspomnień wakacyjnych, ale zarówno mój termometr (zaokienny), jak i mój kręgosłup (fizyczny) jednoznacznie informują mnie, że sezon wypoczynkowy A.D. 2024 należy uznać za zamknięty. Do dyskusji pozostaje, czy kiedykolwiek został otwarty.
Inne
Aktualności
Robot na noszach
Dwie wiadomości, najprawdopodobniej będące fejkami. Jedna to obrazek: czterech mężczyzn w uniformach sanitariuszy z trudem dźwiga ciężkie nosze, na których leży biało-czarny humanoidalny robot, prawdopodobnie ze złamaną nogą. Druga to wiadomość tekstowa: 27 stycznia 2026 r. ukraiński robot Droid TW-7.62 wziął do niewoli trzech rosyjskich żołnierzy. A 13 kwietnia tego roku ukraińskie bezzałogowe platformy naziemne przy wsparciu dronów zdobyły placówkę rosyjską, doprowadzając do poddania się całej załogi wroga. Zastanawiacie się pewno, po co powtarzam informacje, które prawdopodobnie są nieprawdziwe? No cóż: najprawdopodobniej to nie znaczy z całą pewnością. A coś, co dziś jest nieprawdziwe, jutro może stać się zupełnie realne. Czy przed pierwszą wojną światową komendant Piłsudski przypuszczał, że za parę lat będzie słuchał swojego głosu, nagranego na płycie gramofonowej, a dziś będziemy go mogli oglądać na żywo i w kolorze podczas – bo ja wiem – nocnej rozmowy z aktualnym lokatorem Belwederu? Co oczywiście umożliwi nam sztuczna inteligencja.
Aktualności
Wujek Leon
Jestem prawie pewien, że przynajmniej część z Państwa scrolluje teraz własną lub komputerową pamięć, usiłując odgadnąć, jakiego wujka mam tu na myśli i po wuj go w tytule felietonu przywołuję. Nie zgadniecie. To jeden z bohaterów genialnego tekstu Obiad rodzinny Wojciecha Młynarskiego, który mistrz napisał do Menueta Luigiego Boccheriniego. To ten wujek, który z punktu ku kuzynkom czterem z odpowiednim zmierza żartem czy duserem… Przed wielu laty na lekcjach literatury w zakopiańskiej Szkole Artystycznej przedstawiałem ten tekst – na papierze i w wykonaniu autora – jako przykład umiejętności zestawienia słów i muzyki, starej i nie najprostszej. Po pewnym czasie zauważyłem, że analiza wiersza zmienia się w wykład oparty na słowniku wyrazów obcych i przestarzałych i dałem se spokój: kto dziś, nawet wśród dorosłych, rozumie, co to znaczy z punktu i wie, co to są dusery, nie mówiąc już o tym, że ukazywanie dramatycznego momentu, w którym dziadziowi order wpadł w ordewry wymagało nie tylko tłumaczenia francuskiego określenia hors d’oeuvres, ale w ogóle opowiadania o menu, z czasów, kiedy jeszcze przed obiadem obowiązkowo podawano przystawki, a nie Kawę na Ławę czy Puchar Świata w Skokach. I dlaczego polskie przystawki, których nikt już tak nie nazywa, po francusku oznaczają coś, co podaje się hors d’oeuvres czyli poza dziełem (dziełem jest zupa i danie główne), po grecku mezedes, co wywodzi się z tureckiego słowa, określającego smak, co zresztą zachowało się w podawanych pieskom smaczkach, a co po słowacku brzmi najlogiczniej: predjedla.
Aktualności
Pokuszenie
Ministrantem byłem przez jakieś dziesięć dni, co obejmowało dwie niedzielne msze. Harcerzem – krócej, bo tylko dwa dni. Nie wytrzymałem kostiumów i hierarchii. Komeżki wydały mi się symbolem pozbawienia męskości – no, może bardziej chłopięcości, bo rzecz się działa gdzieś w połowie podstawówki, mundurek harcerski za bardzo przypominał wojsko, a od dziecka byłem pacyfistą. Nie znałem oczywiście jeszcze wtedy tego, jak George Bernard Shaw zdefiniował harcerstwo: Scouting is a child dressed like an idiot commanded by an idiot dressed like a child - dziecko ubrane jak kretyn pod przewodnictwem kretyna ubranego jak dziecko. Ale tak właśnie się czułem. W dodatku hierarchia w obu tych formacjach polegała na tym, że dowódcy byli wysocy, władczy i wciąż na mnie krzyczeli. Tak mi się wtedy wydawało, choć oni po prostu wydawali rozkazy, a może tylko polecenia. Nikt mnie – uwaga! – nie molestował, przynajmniej niczego takiego nie zapamiętałem i nie miałem z tego powodu żadnej traumy. Choć, nie powiem – przedstawiciele obu tych branż usiłowali mnie wodzić na pokuszenie, ale w zupełnie inny niż dziś popularny sposób. Druh Duduś, od którego uciekłem w piątej klasie, po latach okazał się moczarowskim endekiem i przedstawicielem Służby Bezpieczeństwa, fascynującym moją mamę swoimi antysemickimi tyradami w marcu 1968 r. A ksiądz Stanisław, który prowadził religię w moich czasach licealnych zapraszał część naszej klasy na plebanię, włączał adapter, pokazywał, gdzie są płyty z Presleyem, Beatlesami, Chuckiem Berrym i Billem Halleyem, zostawiał klucz najstarszemu z nas i wychodził do chorego z Panem Jezusem. A nasza mieszana grupka klasowa miała w ten sposób korzystać z wolności. Zawsze uważałem, że ta wolność, mierzona ułamkiem, w którym w liczniku znajdowała się ofiarowana nam przez Boga wolna wola, a w mianowniku poczucie odpowiedzialności mnożone przez strach przed piekłem to jest podstęp, przy pomocy którego Bóg wodzi nas na pokuszenie.
Aktualności
Bóg działa przez Franków
Do jakich książek czy filmów nie mamy zastrzeżeń, nie zarzucamy im kłamstwa, nie podważamy zawartych w nich twierdzeń? Do bajek, fantazji, fikcji. Nikt nie zastanawia się nad techniczną konstrukcją miecza świetlnego, nikt nie kwestionuje możliwości dyskutowania z lustereczkiem, oceniającym urodę królowej, nikt nie analizuje sposobu, w jaki Piotruś Pan pokonywał grawitację. Nawet ortodoksyjni religianci, palący na stosach książki o Harrym Potterze nie analizowali zasad gry w quidditcha i dynamiki Nimbusa 2000, tylko potępiali Harrego i jego świat za to, że walczy ze złem wspólnie z przyjaciółmi i nauczycielami, a nie z ministrantami i katechetami, wspierając się różdżką, a nie różańcem.
Natomiast powieści realistyczne i filmy tzw. oparte na faktach są oceniane zazwyczaj nie z punktu widzenia ich artystycznych wartości, tylko pod kątem zgodności z popularną – czytaj: swoją – wiedzą. Na chłopski rozum Jakub Frank nie mógł zdobyć tylu zwolenników ilu zdobył w powieści Olgi Tokarczuk, a jego babka Jente nie mogła być obserwatorką świata z pozycji kota Schrödingera, pozostając w zawieszeniu między życiem a śmiercią. Książę Hamlet nie mógł rozmawiać z duchem swojego ojca, bo duchy nie istnieją, a jeśli nawet – to Szekspir pobłądził pisząc, że ducha tego widzieli także Horacy i Bernardo, a nie widziała jego rodzona żona, królowa-matka Gertruda. Cygan (właśnie, Cygan, a nie Rom!) Melquíades nie może co parę lat przyprowadzać do Macondo swojego plemienia, bo do Macondo nikt nie trafiał, a zresztą Márquez cygani pisząc, że to Cyganie są chorążymi postępu, bo wędrują po świecie przywożąc na to południowoamerykańskie zatyle zdobycze nauki i techniki, pozyskane podczas wędrówek po świecie. No i lód nie mógłby się tak długo utrzymać w strefie tropikalnej…
Aktualności
Safe Our Souls
Dziś podstawowym nominałem różnych walut są miliardy – złotych, euro, dolarów... Dla mnie to oczywiście kompletna abstrakcja, a tę lubię tylko w sztuce, i to nie każdej. Największym nominałem w walucie amerykańskiej, jaki kiedykolwiek miałem w portfelu był gustowny portrecik prezydenta Abrahama Lincolna na banknocie 5-dolarowym. U Raymonda Chandlera czytałem, że detektyw Philip Marlowe dysponował kiedyś portretem prezydenta Jamesa Madisona o nominale 5000 $, ale traktował go jak talizman, a może nawet fetysz. Teraz należy się spodziewać, że w portfelach kilkuset osób i w sejfach kilku banków światowych pojawią się banknoty z portretem Donalda Trumpa o nominale 1 000 000 000 $. Dodatkową atrakcją takich zabawek będzie zapis tej kwoty słownie: po amerykańsku (Pomarańczowiec zabroni nazywać języka, którym się posługuje językiem angielskim – i słusznie, bo z angielskim będzie on miał wspólne tylko kilka słów) miliard to billion. Fajnie brzmi.
Aktualności
Marcowanie
- Uwaga, leci!
Usłyszałem, będąc już całkiem blisko górnej stacji. I zobaczyłem, jak jakaś samotna narta, niestrzeżona i nie posiadająca ski-stopów, odjechała komuś sprzed budynku stacyjnego i pogoniona grawitacją odbiła się od nierówności na ścieżce, wyleciała w powietrze, uderzyła o muldę, przeleciała jakieś dwa metry koło mnie, walnęła o stok i zjeżdżając coraz szybciej, znikła w dolnej części kotła. Pora była wczesna, czasy trudne, więc ludzi mało, a ci co już wjechali na Kasprowy, zjeżdżali raczej w Goryczkową. Ja kręciłem po Kotle Gąsienicowym. Narta-uciekinierka nie zrobiła nikomu krzywdy. Po chwili zresztą, już zjeżdżając, widziałem jak ktoś wwoził ją wyciągiem na górę.
Aktualności
Marzenia o Alcatraz
Wciąż jeszcze pozostający tylko w leczeniu ambulatoryjnym prezydent USA marzy o reaktywowaniu więzienia w Alcatraz i chce na jego odbudowę wydać dwa miliardy dolarów. Być może trzeba będzie na to uszczknąć co nieco z funduszu Rady Pokoju. Bo co jak co, ale w Alcatraz będzie i sporo pokoi, i wojna raczej tam nie wybuchnie. A jeśli nawet, to środki zabezpieczenia pokoju sprawdzone w Minneapolis będą tam działać znakomicie.
Jestem w mojej ulubionej restauracji słowackiej. Czytam Jedalny listok. A w nim widzę slovenské pirohy, z bryndzą, śmietaną i skwarkami. Smaczne? Jeszcze jak! Niezdrowe? Jeszcze jak! Stowarzyszenie Lekarzy Kardiologów zbiera podpisy pod petycją, żądającą zakazu umieszczania slovenskych pirohov w jakimkolwiek menu. A może w ogóle drukowania menu, bo ktoś mógłby sobie jakieś niezdrowe danie zamówić. I dostać cholesterolu. I umrzeć na zawał.
Istnienie jakiegoś dania w menu nie zmusza nikogo do jego zamawiania. Podobnie aprobata dla feminatywów nie oznacza przymuszenia wszystkich do określania kobiety prowadzącej auto mianem kierowczyni, ani zakazu nazywania psychiatrki lekarzem-psychiatrą. Inna rzecz, że określenie lekarz-psychiatra, a nie lekarz-psychiater to dość wyczuwalna niekonsekwencja, która może powodować pewien dyskomfort.
Aktualności
Totalitarna dyktatura w despotii Donalda T.
W odległości kilometra od miejsca gdzie teraz mieszkam, jest dziesięć punktów, w których można kupić mocny alkohol, a jeden z nich jest czynny całodobowo. To bardzo pomyślna okoliczność. Zamierzam bowiem zacząć pić wódkę. Może nie całodobowo, ale regularnie, codziennie i w dużych ilościach. Powiecie, że wpadnę w alkoholizm? Nie przypuszczam. Jarosław Kaczyński, który wystąpił kiedyś publicznie jako autorytet w dziedzinie alkoholizmu, uświadomił mi, że mężczyzna staje się alkoholikiem dopiero po 20 latach solidnego picia, a kobieta po dwóch latach. Ponieważ, jak sądzę, wciąż jestem mężczyzną – na co może wskazywać to, że staram się rozumować logicznie, rano, w południe i wieczór wszystko mnie boli, codziennie muszę się golić i guziki mam po prawej stronie – to niebezpieczeństwa większego nie ma. Jeśli stanę się alkoholikiem po 20 latach od teraz, to będę miał prawie stówę, a takich alkoholików to nawet pokazują w telewizji.
Aktualności
Szaleństwo w metodzie
Historia świata jest pełna szaleńców. Ale i nasza, własna, osobista historia też nie jest od szaleństwa wolna. Najczęściej, paradoksalnie, prywatne szaleństwo ma wydźwięk pozytywny. Szaleję za tobą… - któż by się oburzył, słysząc takie wyznanie. Janek zwariował na punkcie muzyki Mozarta… - nie zazdrościmy, ale rozumiemy. Nie bądź kretyn, chodź na piwo… Kiedy w 2015 r. ukazała się moja zakopiańska biografia Stanisława Ignacego Witkiewicza, niemal na każdym spotkaniu autorskim musiałem się tłumaczyć z jej tytułu: Wariat z Krupówek. Że niby tak okropnie spostponowałem Witkacego. W tłumaczeniu się pomagało nie to, że tak Witkiewicz sam siebie nazywał, ale odniesienie personalne: wybierałem na sali jakąś panią, najpierw ją z góry przepraszałem, po czym mówiłem: czy, gdybym – proszę o wybaczenie – powiedział kiedyś: kocham panią jak wariat – czy byłaby to samokrytyka, czy wyraz głębokiego uczucia?
Aktualności
Mały mózg
Nie, nie będzie o Oranżutanie ani o Zwierzoczłekoupiorze. Ostatnio paleontolodzy odkryli coś, co kładzie na łopatki całą dotychczasową teorię ewolucji homininów, w myśl której im byliśmy nowocześniejsi tym mieliśmy większe mózgi, a dokładniej: tym większy był stosunek wagi mózgu do wagi ciała, a jeszcze dokładniej: tym większy był nasz wskaźnik encefalizacji (EQ). Im większy mieliśmy wskaźnik encefalizacji, tym byliśmy bardziej ludzcy. Wskazuje on na to, ile razy większy lub mniejszy jest przeciętny mózg osobnika danego gatunku od mózgu, jaki mają zwierzęta o rozmiarach typowych dla tego gatunku. Określa to wzór, opracowany przez Harrego Jerisona, profesora z Uniwersytetu w Los Angeles. Jest to ułamek, w którym w liczniku jest masa mózgu, a w mianowniku masa ciała, pomnożona przez współczynnik 0,12 i podniesiona do potęgi 0,67. Czynniki te określają, czy dany gatunek odbiega w górę czy w dół od wartości, jakie mają przeciętnie zwierzęta o zbliżonej masie ciała. Jeśli wartość współczynnika wynosi powyżej jedności, oznacza to że mózg jest ponad przeciętną.
Aktualności
Robot nawalony
Śledzę uważnie wszystkie dyskusje, nadzieje i obawy związane z rozwojem robotyki, szczególnie ostatnio, kiedy każdy może sobie ściągnąć, za darmo, albo za niewielką opłatą prywatnego osobistego asystenta, który podpowie nam ile wynosi pierwiastek szóstego stopnia z liczby Pi, kto był następcą króla Haralda Sinozębego i ile wynosi średnia pensja w królestwie Bhutanu. Może nawet powie nam, jaka pogoda będzie w przyszły wtorek i jak powinniśmy sobie wybrać partnera życiowego. Ale kiedyś wymagaliśmy i więcej i mniej zarazem od robotów. Chciałbym się trzymać tego określenia, które wiele lat temu – zaraz spytam asystenta, kiedy – no właśnie, w 1920 r. – wymyślił Josef Čapek, a spopularyzował jego brat, Karel, znany czeski pisarz. Czesi sobie wymyślali roboty, a my w tym czasie goniliśmy bolszewików, żeby nie podbili Pragi, w tym Pragi czeskiej. Zdaje się, że pierwszym robotem-wojownikiem był skonstruowany przez Dedala metalowy automat o imieniu Talos, który codziennie obiegał wybrzeże Krety, niszcząc wszystkich tych, którzy chcieli tam bez zgody władz wylądować. Inni opowiadacze legend głoszą, że wcześniej Talos strzegł Sardynii i każdego, kto jej zagrażał, brał w spiżowy uścisk rozpalonych ramion, wywołując u niego przedśmiertny, sardoniczny uśmiech. Pokonała go dopiero piękna i wredna Medea, sprawiając że się rozprogramował i oszalał. Było to – jeśli było – jakieś dwa tysiące lat przed naszą erą.
Aktualności
Ateizm funkcjonalny
W okresie świątecznym przypomniałem w Internecie kilka moich kolęd, do których muzykę napisali Stanisław Lubowicz i Andrzej Zarycki. Dociekliwsi czytelnicy mogli znaleźć na mojej stronie kilkanaście innych, bezmuzycznych. Opublikowane kolędy spotkały się z entuzjastycznym przyjęciem dwóch osób, a kilkoro czytelników/słuchaczy wyraziło zdziwienie, że ja, osoba uznawana za areligijną, zajmuję się tego rodzaju twórczością.
Ostatnie wpisy
101 słów na piątek
Tylko prawda
19 maja, w 114 rocznicę śmierci Bolesława Prusa, w Domu Dziennikarza w Warszawie rozdane...
Aktualności
Nagroda IBISA! Rozpoczynamy nabór kandydatur!
Kto może wziąć udział?
Dziennikarze, którzy w roku konkursowym nie ukończyli 28. roku życia i...
Kwaśny czwartek
Role
Zupełnie nie pamiętam, jak prawie dokładnie 60 lat temu trafiłem do Teatru Małych Eksperymentów...
Aktualności
Barwa Życia
W piątek 8 maja w Domu Artysty Plastyka przy ulicy Mazowieckiej 11 A odbył...

