19 maja, w 114 rocznicę śmierci Bolesława Prusa, w Domu Dziennikarza w Warszawie rozdane zostały Nagrody im. Bolesława Prusa przyznawane przez Stowarzyszenie Dziennikarzy Rzeczpospolitej Polskiej, ustanowione już w roku 1969, a więc niemal 60 lat temu.Zwyczajem uroczystego rozdania są laudacje na cześć laureatów i...
Nie chce mi się pisać o sławnych uciekinierach, którzy rzucili się za ocean w ucieczce przed polskim wymiarem sprawiedliwości. Za dużo tych emocji na ich temat. I opera mydlana.Lepiej idźmy do muzeów w tę noc, kiedy wstęp jest bezpłatny i tłumy ciągną, aby delektować...
Europejski Trybunał Praw Człowieka, działający z mandatu Rady Europy, której Polska jest członkiem, wydał zabezpieczenie, w którym wzywa stosowne polskie władze do umożliwienia wybranym sędziom do Trybunału Konstytucyjnego sprawowanie ich powinności, czyli orzekania. Ale Trybunał Konstytucyjny ustami swojej rzeczniczki udaje, że decyzja Trybunału Praw Człowieka go nie dotyczy. Paradoksalnie sąd konstytucyjny oświadcza, że nie zamierza przestrzegać prawa.
Taki stan rzeczy utrzymuje się od wielu lat. Prawo swoje, a urzędnicy, którzy przypisują sobie uprawnienia ustawodawców, swoje. Niebezpieczna to gra, która nie tylko paraliżuje organy państwa, a takim jest przecież Trybunał Konstytucyjny, ale utrwala przekonanie, że można w państwie prawa bimbać na prawo.
(Tomasz Miłkowski)
Andrzej odszedł. Byliśmy kolegami szkolnymi. Z podstawówki i z Liceum, z jednej klasy. Nie byliśmy zbyt blisko. Ale mieliśmy wspólnych przyjaciół. On interesował się muzyką, ja teatrem. Polityką interesowaliśmy się obaj. Ale później. W mojej szkolnej adaptacji „Ogniem i mieczem” dostał rolę Podbipięty – ja Wołodyjowskiego. Każdemu według wzrostu.
Po latach Andrzej Olechowski wsparł mój projekt Zlotu Hamletów. Ufundował nagrodę Klubu Krytyki Teatralnej za monografię szekspirowską dla Andrzeja Żurowskiego. Wystarczyło jedno słowo. Taki był.
W polityce chciał uczestniczyć na własnych warunkach. Kiedy okazało się to niemożliwe, zrezygnował. Czasem udzielał mądrych rad jako były polityk.
Wielki żal, że nie zostałeś z nami dłużej.
(Tomasz Miłkowski)
Autorytety prawnicze, byli prezesi Trybunału Konstytucyjnego powiadają, że wczorajsze złożenie ślubowania przez sędziów TK wobec Prezydenta, przy jego fizycznej nieobecności (z jego własnego wyboru), to wydarzenie, o którym będzie się uczył młodzież. Do podręczników trafi sposób, w jaki państwo nie pozostało bezradne wobec łamania Konstytucji, nawet wtedy, gdy tego łamania dopuszczają się wysoko postawione osoby w hierarchii władzy i odpowiedzialności.Pewnie maja rację, ale na razie psuje nie zamierzają odpuścić. Wciąż znajdują nowe preteksty, aby paraliżować funkcjonowania najważniejszego organu władzy sądowniczej z ustami pełnymi frazesów o niezależności politycznej i walce o niezawisłość i konstytucyjny porządek. Kości zostały rzucone. Czas rozstrzygnięć nadchodzi.
(Tomasz Miłkowski)
W świątecznym wydaniu tygodnika „Przegląd” kusi obszerny wywiad z Danielem Olbrychskim autorstwa Roberta Walenciaka. Nasz Kmicic na wieki wieków tym razem nie rozmawia o sztuce albo raczej mniej o sztuce niż o polityce i relacjach społecznych.
Okazuje się, że niejeden profesjonalny analityk społeczny czy polityk może Danielowi Olbrychskiemu pozazdrościć daru obserwacji i celnej oceny sytuacji. Aż ręce składają się do oklasków, kiedy gwiazdor wielbiony przez tysiące kinomanów ze swadą wzywa do walki z głupotą i podłością (padają nazwiska!). Kieruje się przy tym znanym wskazaniem Cypriana Norwida, któremu tęskno było „Do tych, co mają tak za tak – nie za nie”. Czytajcie Olbrychskiego.
(Tomasz Miłkowski)
To najprostszy sposób wymyślony przez polityków, aby pozbyć się kłopotu. Zakazać i z głowy. Niczym (?) już nie trzeba się przejmować. Tak wyeliminowano handel w niedziele, alkohol wieczorową porą, a teraz trwają przygotowania do odcięcia dziatwy od telefonów komórkowych. Tak tylko nieśmiało przypominam, że podczas niedawnej pandemii to komputeryzacja edukacji uratowała szkoły przed zapaścią.
Tymczasem prawicy śni się zakaz transkrypcji małżeństw jednopłciowych, mimo przełomowego wyroku Naczelnego Sądu Administracyjnego. Kombinuje, jakby tu wyroku nie wykonywać i czym NSA wystraszyć. O ile wcześniej wspomniane nakazy/ zakazy dominują w krajach protestanckich, o tyle „transkrypcja” jest powszechnie uważana za normę. A normy zakazuje się trudniej.
(Tomasz Miłkowski)
Tego nikt nie przewidział. Trudno było zakładać, że Pierwszy Obywatel odmówi wykonywania swoich obowiązków i zaniecha mianowania sędziów, oficerów, ambasadorów, profesorów. Co więcej, nawet nie będzie się kwapić, aby wysłuchać ślubowania nowo wybranych sędziów najważniejszego Sądu – Trybunału Konstytucyjnego.
Ojcowie Założycieli Konstytucji nie wzięli pod uwagę, że w Pałacu Prezydenckim może zamieszkać Leniuszek, który odmówi uczestnictwa w sprawowaniu swego urzędu. I właściwie nie wiadomo, co z tym fantem zrobić. Prof. Ewa Łętowska, wyznaje ze skonsternowaniem, że prawo nie przewiduje sankcji dla Pierwszego Obywatela, który nie wykonuje swoich obowiązków. Toteż najtęższe umysły prawnicze muszą teraz zachodzić w głowę, jak zręcznie wyminąć niedyspozycję Leniuszka.
(Tomasz Miłkowski)
Słuchanie polityków to rzecz wielce ryzykowna. Może potem prześladować człowieka męczący koszmar senny. Wedle niepotwierdzonych sondaży część ludności, wrażliwą a podatną na tematy podrzucane przez polityków, nawiedza nocna zmora O Mało Co Premiera C., wieszcząca, że energia odnawialna niszczy byt polskich rodzin i pora dać odpór tej „OZE-Sroze”. Zwłaszcza że jak głosi OMC Premier, węgla, złota naszego prawdziwego, mamy dostatek.
Mało tego, na potwierdzenie swych słów OMC Premier wdrapuje się na dach swego domostwa i zrywa zaciekle wredną fotowoltaikę. Czyni to z taką pasją, że śniący drży o zdrowie OMC niczym Rejent z „Zemsty” Fredry: „strach mnie bierze,/ Apopleksją będzie tknięty”.
(Tomasz Miłkowski)
Od pewnego czasu Siły Podzielonej Prawicy prowadzą grę w biednego/bogatego. Oto rankiem dowiadujemy, się że Polska znalazła się w ruinie, a władza wiedzie naród prostą droga ku katastrofie. Tego samego dnia wieczorem dowiadujemy się, najczęściej z tych samych ust, że jesteśmy krajem miodem płynącym, 20. gospodarką świata o świetlanej przyszłości. I bądź tu mądry. W tę grę wpisał się wyciągnięty z czeluści tzw. Polski Safe 0 procent, który byłby (rzekomo) finansowany z krajowych zasobów Narodowego Banku Polskiego. Wedle patronów projektu w NBP kryją się bogactwa, z którymi nie wiadomo, co zrobić. Wystarczy tylko sięgnąć, aby uniknąć uciążliwych spłat pożyczek. Poszukiwania skrytki trwają.
(Tomasz Miłkowski)
W Polsce przyznać się do umiarkowanego entuzjazmu dla piłki nożnej, to jakby popełnić harakiri. Ale nie będę obłudny, entuzjazmuję się piłką bardzo umiarkowanie, o Erneście Wilimowskim nie wiedziałem nic. Trenera Kazimierza Górskiego widywałem w niepoliczonych wywiadach, a jego powiedzenie o okrągłej piłce i dwóch bramkach wlazło mi pod skórę, jak chyba wszystkim mieszkańcom ziemi położonej między Bugiem i Odrą. Zresztą to powiedzenie z chirurgiczną trafnością odnosi się nie tylko do piłki nożnej.
Tak więc, nie z miłości do piłki, ale ciekawości, co wyniknie ze współpracy tak znakomitej czwórki: Chyra-Zamachowski, Zaorski-Talarczyk zasiadłem przed telewizorem. I zobaczyłem spektakl, jaki chciałbym jeszcze nieraz zobaczyć.
(Tomasz Miłkowski)
Nieśmiertelna pieśń Wojciecha Młynarskiego „Co by tu jeszcze spie…, Panowie” może zostać uznana za hymn firmy „Weto i weto”, mieszczącej się w Pałacu Namiestnikowskim przy Krakowskim Przedmieściu, a trudniącej się wpychaniem szpil w prace rządowe. Wszystko jedno w jakiej sferze, każdy obszar wydaje się atrakcyjny, byle tylko wykazać, że źle się dzieje w państwie duńskim pod rządami „najgorszego z premierów w historii”.
No, chyba, że akurat lokator Pałacu Namiestnikowskiego ma się spotkać z Najważniejszym Przyjacielem zza Oceanu albo jego wysokim przedstawicielem, bo wtedy okazuje się, że państwo polskie ma się wcale dobrze, by nie powiedzieć: kwitnąco.
Wiadomo: punkt widzenia – punkt siedzenia.
(Tomasz Miłkowski)
Powtarza się to co dwa lata, czyli w rytmie olimpiad letnich i zimowych. Zapierająca dech inauguracja, artystyczne wyścigi na najwyższym poziomie, przemarsz zawodników, a potem clou, czyli zapalenie znicza. Oczywiście, poprzedzone przemowami. Tak też było i w tym roku. Było imponująco, pięknie i wzniośle. Przemówienia przewodniczących Komitetu Olimpijskiego i Komitetu Organizacyjnego ulatywały w niebo od słów ciepłych, krzepiących, niemal czułych. Cóż, dobrze pomarzyć od czasu do czasu o świecie poza mrowiem konfliktów, sprzeczności, wojen, przemocy i nienawiści. Taka jest ze swej istoty idea olimpijska. Ale są jeszcze regulaminy. Okazuje się, że zawodnikom nie wolno opłakiwać ofiar wojen. Za to grozi dyskwalifikacja.
(Tomasz Miłkowski)
Tego jeszcze nie było, przynajmniej za naszych czasów. Bo w przeszłości i owszem, posłowie ościennych państw poczytywali za swój obowiązek wypowiadać się zdecydowanie i nakierować niekoniecznie rozumnych maluczkich na jedynie słuszną drogę.
Czy to oznacza otwarcie kolejnej puszki Pandory (a nie z Pandorą, jak sugerował pewien minister), nie wiem. Ale bardzo to zasmucające, że dochodzi do tak wyraźnego naruszenia dobrych obyczajów dyplomatycznych. Pewnie, jak to już nieraz bywało, wszystko rozejdzie się po kościach. A jeśli nie? Trudno będzie pozostawać w pozycji biernej. Szczególnie niedogodna to pozycja dla prawicy. Zawsze tak gromko wzywała do wstawania z kolan, a na kolana ją ciągnie.
(Tomasz Miłkowski)
Prawie jak opera mydlana. Albo dąsy w piaskownicy. Najpierw wyglądało to na błąd techniczny, potem było dość zabawnie, ale na koniec coraz smutniej.
Czy tak zawsze muszą kończyć drogę nowe projekty polityczne, czy nie mają szans dłuższego trwania i wypróbowania sił, nim rozsadzą je wewnętrzne tarcia i brak doświadczenia? Może nie wszystko stracone, może chwila spokojnej refleksji pomoże wybrnąć z tej sytuacji. Komentatorzy myślą z troską o Polsce 2050, bo na oczach wszystkich okazuje bezradność wobec kryzysu, którego nikt jej nie narzucił ani nie spowodował z zewnątrz. Pewnie podobnie myślą członkowie koalicji, świadomi, że przecież tak wiele zależy od umiejętności porozumienia.
(Tomasz Miłkowski)
Różnych sposobów chwytają się ludzie, aby zapobiec nieszczęściom. Mark Twain radził zjeść na śniadanie żywą żabę – to gwarancja, że tego dnia już nic gorszego cię nie spotka.Uczestnicy forum ekonomicznego w Davos spodziewali się najgorszego wobec stanowczych zapowiedzi prezydenta Trumpa w sprawie Grenlandii - katastrofy na skalę światową. Na razie burza przeszła bokiem, zamian gwałtownego starcia mamy miękkie lądowanie, a na osłodę uroczyste otwarcie Rady Pokoju, która wyskoczyła niczym królik z kapelusza.Sceptycy powiadają, że to raczej rada niepokoju, najlepiej więc trochę się przyczaić i poczekać, co z tego wyniknie. A nuż coś nie tak fatalnego jak żywa żaba na śniadanie.
((Tomasz Miłkowski)
Chodzi za mną ta piosenka, którą Elżbieta Wojnowska wyśpiewała nagrodę za interpretację w Opolu (1984). Nic dziwnego, że chodzi, skoro za kilka dni czeka nas spotkanie noworoczne dziennikarzy, a Elżbieta Wojnowska, matkująca Nagrodzie Młodych im. Ibisa, którą przyznaje Oddział Warszawski SDRP, zapowiedziała, że na spotkanie wpadnie.
Noworoczne spotkania maja długoletnią tradycje. To dobry obyczaj. Nawet najsłodszy sms czy czuły mail nie zastąpi spotkania twarzą w twarz, choćby raz do roku. Nic dziwnego, że cieszą się powodzeniem, że się na nie czeka, nawet o nie dopytuje, bo można spotkać przyjaciół, dawno nie widzianych, poznać nowych. Może trafi się jakiś wojażer? Kto wie.
(Tomasz Miłkowski)
Takie rzeczy zdarzają się tylko w koszmarach sennych. Zasypiasz w swoim łóżku, a budzisz się zupełnie gdzie indziej. Wprawdzie prezydent Trump uprzejmie proponował uzurpatorowi Maduro podjęcie ucieczki zawczasu, ale ambitny włodarz Wenezueli nie skorzystał z propozycji.
Sama akcja delokalizacji Maduro wywarła silne wrażenie, zwłaszcza na generałach i innych mężczyznach stęsknionych za wojaczką. Ale co tu kryć: nie tędy wiedzie droga do krainy demokratycznej szczęśliwości. Donald Trump to nie pierwszy lokator Białego Domu, który autoryzuje takie ryzykowne przedsięwzięcia. Dość wspomnieć aresztowanie prezydenta Panamy i postawienie go przed sądem amerykańskim, by nie sięgać dalej.Zawsze pod spodem brzęczała forsa i surowce. Teraz też.
(Tomasz Miłkowski)
Taka tradycja. Końcówka roku, święta, sylwester wytrąca z normalnego biegu, świat na urlopie. Z mediów płyną podsumowania i prognozy, kto żyw przeistacza się we wróżbitę. Mniej odpowiedzialni przyjmują zobowiązania, że od nowego roku, to od razu… A potem ani razu. Taki zwyczaj.Tak naprawdę nic się nie stało: zegary zrobiły swoje, stare kalendarze wylądowały w koszach i od teraz z czystą (?) kartą wstępujemy na nieskalaną (?) ziemię. Brzmi pięknie, choć wiemy, że nieprawdziwie. Taka pociecha w każdych czasach: i tych lepszych, i tych gorszych, jak dla kogo. Najważniejsze, żeby się nie zwieść usypiającym prognozom. Czyli, jak we zwyczaju: Oby nam się!
(Tomasz Miłkowski)
W przeddzień świąt Główny Lokator Pałacu Namiestnikowskiego dokonał przemeblowania. Nikt nie może odmawiać Lokatorowi prawa do urządzania wnętrza domu, nawet jeśli to lokum tymczasowe. Rzecz jednak w tym, że nie było to przemeblowanie rutynowe, ale w istocie symboliczne. Lokator postanowił bowiem pozbyć się z Pałacu mebla nie tylko wyjątkowego ze względu na rozmiary, ale na swoją rangę historyczną, a mianowicie zarządził demontaż Okrągłego Stołu. Tego Stołu.
Demontaż odbywał się przy włączonych kamerach i towarzyszył mu komentarz Lokatora, który z ukontentowaniem stwierdził, że w ten sposób skończyła się właśnie epoka postkomunistyczna. Zatem ogłosił zwycięstwo Konserwy, czyli wyższość Puszki nad Zawartością. Żałosne widowisko.
(Tomasz Miłkowski)
Jak sam nazwa wskazuje, to nie meta, ale „pół’, czyli pół dystansu, a do osiągnięcia mety, czyli końca kadencji parlamentu droga daleka. Tymczasem chór publicystów i pomniejszych komentatorów jął labidzić niczym chór z Mickiewiczowskich „Dziadów”: Co to będzie, co to będzie”. Chyba przedwcześnie.
Wprawdzie dwaj koalicjanci, którzy występowali razem, ale potem wzięli rozwód, Polska 2050 i PSL rzeczywiście słabo wypadają w kolejnych sondażach, ale może wiadomości o ich pogrzebie są lekko przesadzone. Po pierwsze dla PSL to nie pierwszyzna, nie z takich opałów wychodził, w sondażach zaniżany, a w wyborach znacznie lepszy. A po drugie, Polska 2050 to teraz wielka enigma.
(Tomasz Miłkowski
Czy Polsce potrzebny jest prezydent wybierany w powszechnych wyborach? Zważywszy na skromne prerogatywy, byłoby dość, gdyby na ten urząd powoływany był przez Zgromadzenie Narodowe. Zapewne względy godnościowe zaważyły na decyzji ojców konstytucji o wyborze prezydenta w głosowaniu powszechnym. Daje to jednak mylący efekt: zarówno wybrany jak i wybierający mogą żywić przekonanie, że to rzeczywiście urząd nad wyraz silny, zwłaszcza że określany jako „pierwsza osoba w państwie”. Nie byłoby w tym nic budzącego niepokój, gdyby nie to, że prezydent niekoniecznie bywa gołębiem współpracy i zechce walczyć o coraz większe wpływy. I nikt nie może mu w tym przeszkodzić. Chyba że czwarta władza.
(Tomasz Miłkowski)
Od lat trwają w Polsce spory o związki partnerskie, choć teraz ma się ku ugodzie. Tymczasem TSUE wydal wyrok przyznając rację dwóm Polakom, którzy zawarli związek małżeński w Berlinie, że powinien być oficjalnie w Polsce zarejestrowany, czyli że Urząd Stanu Cywilnego musi dokonać tzw. transkrypcji.
W zasadzie to spór kończy, choć prawica zadrżała z oburzenia, a premier powiedział, że szanujemy wyroki TSUE, ale nikt nam prawa narzucać nie będzie. Zachował się niczym Cieciszowski z „Trans-Atlantyku” Witolda Gombrowicza, który pytany, czy iść do ambasady, odpowiada: „idźże zaraz do Poselstwa albo nie idź”. Szkoda, że politycy tak mało czytają. Albo czytają bez zrozumienia..
(Tomasz Miłkowski)
Za nami XI Zjazd SDRP. Postawił na porządku dnia pytania. O przyszłość prawa prasowego. O media publiczne. O etykę. O demokrację medialną. O prasę, która zacieśnia krąg odbiorców.
Wiemy, że to czas wielkiej zmiany rynku medialnego, że wciąż rodzą się nowe wyzwania i nowe pytania. Budzą niepokój, ale i wiarę, że nie brakuje ludzi gotowych bezinteresownie zabiegać o poziom dziennikarstwa i pytać o jego społeczny sens.
To jest najważniejsze. Przynajmniej dla tych, którzy do tego zawodu przyszli nie po karierę i łatwy zarobek (a mogliby się srodze zawieść). Skoro tak jest, to nie warto tracić nadziei. Po to był ten zjazd.
(Tomasz Miłkowski)
W przedszkolu zawiązały się dwie frakcje. Jasiu przewodził frakcji antymiętuskowców, zwalczających obyczaj ssania miętówek tudzież gum balonowym o powyższym smaku. Broniu, przeciwnie, zagrzewał do zażywania miętusków i wszelkich gum pochodnych. Z czasem szala popularności przechyliła się na jego stronę. Zaniepokojony Jasiu utratą poparcia przemógł się w sobie i chociaż bez entuzjazmu i przyjemności jął miętuski demonstracyjnie zażywać, licząc że wrócą do niego odszczepieńcy, a może też dołączą zwolennicy Bronia. I co? Zwolennicy Jasia się na niego obrazili, a Broniu rósł w siłę i miał się dostatniej.
Podobnie jak Jasiu kombinowali liberałowie na Zachodzie. A teraz nad Wisłą, nie bacząc na skutki.
(Tomasz Miłkowski)
Jednoczy czy dzieli?
Nadchodzące właśnie Święto Niepodległości podsuwa pytanie: czy to święto jednoczy, czy dzieli. Zwolennicy wspólnotowego myślenia tęsknią za czasami, kiedy święto jednoczyło. Prawdopodobnie marzą albo idealizują przeszłość. Otóż nigdy, nawet w obliczu ostatecznych zagrożeń nie można spodziewać się zgodności opinii i działania w jednym kierunku.
Co więcej, taka wspólnotowa zgodność bywa myląca, a nawet niebezpieczna, o czym dobrze wiedział Henrik Ibsen, autor dramatów, w których podawał w wątpliwość błogosławioną rolę „zwartej większości”, zawsze mającej rację. Może więc lepiej zamiast nawoływać do jedności mówić o umiarkowaniu i próbach zawieszenia głębokich waśni. Przynajmniej w chwilach, które ojcowie założyciele demokracji uznawali za warte radosnego świętowania.
(Tomasz Miłkowski)
Ekspresowa sprzedaż działki dość ponętnie położonej z punktu widzenia planów budowy CPK, pod sam koniec rządów PIS, wywołała zrozumiały niesmak. Nawet twardego rdzenia PIS - słychać glosy o wątpliwym podarunku dla partii mozolnie odbudowującej swoje przywództwo. Tu wzniosłe hasła, a tu (nie)małe interesy. Czy ten moralny sprzeciw wobec jawnego lekceważenia obowiązków (najłagodniej mówiąc) utrzyma się dłużej? Śmiem wątpić. Po szoku zapewne wróci tzw. narracja umniejszania sprawy. Już próbował tej sztuczki b. minister rolnictwa w telewizji Republika, na razie zganiony przez redaktora. Ale jak zmieni się przekaz dnia, kto wie, może dowiemy się, że wszystko byłoby w porządku, gdyby nie ten Tusk.
(Tomasz Miłkowski)
„Wiśniowy sad” w reżyserii Pawła Łysaka z Teatru Powszechnego, pokazany w Rzeszowie podczas Festiwalu Arcydzieł, publiczność przyjęła powściągliwie. Spektakl przestroga przed nadciągającą katastrofą nie wzbudził wielkich emocji. Dopiero kiedy podczas rozmowy po spektaklu zabrał głos ukraiński aktor Artem Manuilov, grający starego sługę Firsa (a występuje w wojskowym moro), wywołał dreszcz.
Manuilov wspominał, że przed wybuchem pełnoskalowej wojny w Ukrainie ani on, ani nikt z jego przyjaciół w Charkowie nie spodziewał się takiej agresji Rosji. Wszyscy na pytanie o wojnę machali ręką i mówili, że jej nie będzie. A przecież nadciągała. Pewnie zawsze tak jest. Człowiek stara się szukać pociechy, zaprzeczając faktom.
(Tomasz Miłkowski)
Z okazji dwulecia koalicji 15 października, czyli bawełnianego wesela, zapanowała smuta. Pół kadencji za nami, a tu nic nie wychodzi, jęczą po kolei koalicjanci, a jeszcze bardziej opozycja. Ludność wyborcza też rozczarowana, że tak to wszystko powoli, a nie raz-dwa-trzy.
Jak powiedział Włodzimierz Czarzasty: jedni rwą się do krytyki, drudzy do roboty. Wiadomo, że tych drugich zawsze było mniej. Pewnie to dotyczy także NGO-sów, czyli między innymi stowarzyszeń dziennikarskich. A dziennikarze też biorą udział w narodowej smucie, biadoląc, jak się tu albo gdzie indziej nie udaje. Od tego są, by patrzeć władzy na ręce. Gorzej, kiedy władza wchodzi w buty dziennikarzy.
(Tomasz Miłkowski)
Jacek Żakowski mówi w „Przeglądzie” – w rozmowie z Robertem Walenciakiem, że w Polsce nadal nie ma mediów publicznych. Że za PIS-u były media partyjne, a teraz są media rządowe. Niby trochę lepiej, jednak nie tak miało być. Żakowski mówi to nie po raz pierwszy, ale jakby grochem o ścianę. Zresztą wszystkie próby zreformowania mediów przypominają zasadę „Lamparta”: zmienić trzeba wszystko, żeby zostało po staremu.
Czyli byle jak?
Łatwo zwątpić w szansę efektywnej (nie efektownej) zmiany w mediach publicznych, choć jest światełko w tunelu. Nie sposób nie zauważyć, że TVP wzięła się za misję kulturową i święci prawdziwy triumf na polu telewizyjnego teatru, co by świadczyło, że jednak coś może się udać,
(Tomasz Miłkowski)
24 września, w rocznicę urodzin Patrona rozdano nagrody Samorządu Województwa Mazowieckiego jego imienia. Przyznawane są one artystom w czterech kategoriach: literatura, plastyka, muzyka i teatr, a od roku 2012 także w kategorii „Dzieło życia”.
W tym roku laury poszły w ręce Justyny Sobolewskiej za książkę „Jadwiga. Opowieść o Stańczakowej”, Małgorzaty Sarbak, wirtuozki klawesynu, Józefa Wilkonia, ilustratora, malarza i scenografa, Agnieszki Przepiórskiej, aktorki, za monodram „Ocalone”. Wszyscy nominowani i nagrodzeni dopisali i byli obecni na gali w Teatrze Polskim w Warszawie. Zabrakło jednak laureata w kategorii „Dzieło życia” – Jana Englerta. Był w pracy, w Teatrze Polonia grał w spektaklu – nomen omen – „Żar”.
(Tomasz Miłkowski)
Jedni mówią, że szef Biura Bezpieczeństwa Narodowego ma certyfikat bezpieczeństwa, drudzy, że nie. Jedni, że wedle wyroków nie ma. Inni, powołując się na tę samą podstawę prawną, utrzymują, że ma, bo dopóki trwa procedura odwoławcza… I tak dalej. Istna certyfiksacja. Jedni głoszą, że trzyosobowy skład Trybunału Stanu mógł wykluczyć 18 sędziów i miał prawo umorzyć postępowanie o uchylenie immunitetu swojej Prezes. Inni, przeciwnie, dowodzą, że prawa nie miał, że to należy do innych porządków prawnych. Mroczna mowa prawników pozostaje czytelna tylko dla wtajemniczonych. Jedno jest pewne: sprzedaż wódki po godz. 22.00 szkodzi tylko mieszkańcom Śródmieścia i Pragi Północ, pozostałym warszawiakom – nie.
(Tomasz Milkowski)
Nie ma co kryć: masowe wtargnięcie rosyjskich dronów w przestrzeń Rzeczypospolitej stało się egzaminem dla polskich elit politycznych. Okazało się, że mimo toczonych sporów, a nawet widowiskowych waśni, wobec powstałego zagrożenia zewnętrznego politycy potrafią się wspólnie znaleźć pod wezwaniem tego zagrożenia, bez względu na przynależność do tego czy innego obozu politycznego. Prezydent i premier mówili jednym głosem. Wyraźnie widać, że kiedy chodzi o bezpieczeństwo kraju, współpraca i tzw. kohabitacja działają bez zarzutu. Może to dobry prognostyk na przyszłość, a w każdym razie pozytywna demonstracja jedności wobec tych wszystkich, którzy żywili złudną nadzieję, że i w sprawie bezpieczeństwa narodowego mogą Polaków skłócić.
(Tomasz Miłkowski)
Edukacja zdrowotna, nowy przedmiot, choć (niestety) nieobowiązkowy, wywołuje wciąż niezdrowe podniecenie i protesty. Na ich czele zameldował się Episkopat wzywający rodziców, aby nie ulegli podszeptom zwolenników tego przedmiotu i chronili swoje dzieci przed moralnym upadkiem.
Co warte są lęki przed tzw. seksualizacją młodych wykazali prowadzący poranek w TVP Info. Zaprosili kilku posłów, zadając gościom pytanie, czym się różni owulacja od menstruacji. Wywołało to konsternację obecnych. „Nie wiem, nie pamiętam. Nie interesowałem się tym, przyznaję, nawet na biologii” – odpowiedział poseł PiS. Spory o edukację zdrowotną wpisują się w tradycję polskich kłótni w sprawach, o których spierający się nie mają nawet zielonego pojęcia.
(Tomasz Miłkowski)
To było do przewidzenia. Rada gabinetowa zwołana przez Prezydenta stała się pokazem wymiany ciosów. Na razie to rozgrzewka, której towarzyszy akompaniament wetowanych ustaw. Wszyscy niemal chórem przyznają, że dobrze to nie wróży na przyszłość. I biadają. Pewnie, łatwiej się rządzi, kiedy wszyscy gracze są z jednej drużyny. Albo kiedy jedna strona dysponuje absolutną przewagą. Ale to wcale nie znaczy, że zaprojektowany w Konstytucji system rządów parlamentarno-gabinetowych przy kontrolnej a niekiedy aktywnej roli Prezydenta nie ma zalet. Zmusza wysoko układające się strony do wysiłku (także intelektualnego) i poszukiwania drogi konsensusu. Wbrew lametom większości komentatorów warto dostrzec w obecnym układzie szansę. Dla Polski.
(Tomasz Miłkowski)
Cały tydzień pod wezwaniem: „Zaproście mnie do stołu” – skojarzenie z nieśmiertelnym singlem Elżbiety Wojnowskiej (1974) wprawdzie przypadkowe, bo kontekst inny, ale nie do pominięcia, bo samo się narzuca. Jedni drugim na wyprzódki i z nie gasnącą satysfakcją wytykali, że nie zostali zaproszeni. Albo że nie wprosili się sami, chociaż mogli, gdyby mieli refleks. Albo że nie prosili, żeby zaproszenie dostać. Albo że zrezygnowali, chociaż nikt ich wypraszał. Widowisko, jakby na to nie patrzeć, żenujące, niczym przepychanka obrażonych chłopców na szkolnej przerwie. Tyle tylko, że przerwy w polityce nikt nie ogłaszał. Ogromnie to zasmucające i fatalna prognoza dla tak zainaugurowanej kohabitacji.
(Tomasz Miłkowski)
Zapewne nowy prezydent orientuje się, jaki jest jego zakres obowiązków i kompetencji. Określa to Konstytucja, a nie godzi się sugerować, że prezydent jej nie zna. Tymczasem pokazowe podpisy pod projektami ustaw, które przesyła do sejmu, od podatków po ochronę wsi, mają sugerować, że w Polsce nastąpiła zmiana systemu sprawowania władzy i to teraz prezydent a nie rząd będzie wyznaczać nie tylko kierunki, ale i konkretne rozwiązania polityki gospodarczej i społecznej. Prezydent ma prawo, jak stanowi Konstytucja, wykazywać inicjatywę ustawodawczą. Rzecz w tym, że wykorzystuje do tego wzór amerykański, falsyfikując kompetencje władcze, jakimi nie dysponuje. Na scenie pojawił się więc demiurg zastępczy.
(Tomasz Miłkowski)
Od lat powtarza się to w sierpniu, w rocznicę wybuchu powstania warszawskiego. Wspólne śpiewy, patriotyczne mowy, podziw dla walczących i smutek warszawiaków, kiedy myślą o śmierci miasta. Przed laty przejmująco to ukazał w Teatrze Kamienica Jerzy Bielunas, sięgając po „Pamiętnik powstania warszawskiego” Mirona Białoszewskiego. Ale nikt trafniej nie ujął uczuć, które budzi rocznica wybuchu powstania, od Piotra Pilitowskiego, wybitnego polskiego aktora, syna powstańca: „Jak zwykle, 1go sierpnia, duma z Taty miesza się ze wściekłością na tych, którzy o wybuchu powstania decydowali”. Toteż smutno, kiedy w te sierpniowe rachunki wpisuje się malowany lider walki o bezpieczeństwo granic, pan Bąkiewicz ze swymi zwolennikami.
(Tomasz Miłkowski)
Nowy Minister Sprawiedliwości przystąpił do pracy. Rozpoczyna od widowiskowych porządków kadrowych, ale i finansowych. Uruchomił m.in. konkursy na środki z Funduszu Sprawiedliwości, sam wycofuje pozwy (we własnych sprawach) przeciw skarbowi państwa, zawiesza prezesów i wiceprezesów niektórych sądów, którzy wsparli upolitycznioną i nieprawidłowo uformowaną KRS. W szeregach prawników niecierpliwie czekających na „konkrety” zapanował lepszy nastrój. Wprawdzie w tę samą stronę szedł poprzednik, ale sprawiało to wrażenie działań powolnych. Minister Żurek chce się skupić na przywróceniu sprawności wymiaru sprawiedliwości, który – nie ma co kryć – działa, ledwo zipiąc. Łatwo mu nie pójdzie. Psuje prawa będą się zaciekle bronić.
Oczywiście stojąc nieugięcie na straży praworządności.
(Tomasz Miłkowski)
Po tygodniach oczekiwania stało się: zrekonstruowany rząd stoi na własnych nogach. Mimo że trochę przewiało. Jak zwykle taka zmiana, to jednak przeciąg, choć wszystko odbyło się nad wyraz kulturalnie. Prawie jak wśród przyjaciół. Prezydent na odchodnym wygłosił jedno z najlepszych i najkrótszych przemówień, deklarując się jako państwowiec. W podobnym duchu przemawiał premier.
Kiedy się tego słuchało, aż zdumienie mogło ogarnąć, czemu to tyle cierpkich, by nie rzec gorzej, słów, panowie wypowiadali wcześniej. Ale dobre i to: topór wojenny zakopany, pole oczyszczone do następnych potyczek, bo pewnie ich nie zabraknie po zmianie warty w Pałacu Namiestnikowskim. Nawet jeśli wczoraj było niemal słodko.
(Tomasz Miłkowski)
W konkordacie mowa o „przyjaznej autonomii”, która ma charakteryzować stosunki Państwa i Kościoła. Brzmi ponętnie, choć zawsze było odlegle od rzeczywistości. Z niepoliczonych odstępstw Kościoła od tej zasady można by złożyć niejedną księgę. Ale i tak starać się trzeba, a kiedy miarka się przebierze reagować. Tak się właśnie stało po nieprzyjaznych słowach, które padły z ust biskupów emerytów na Jasnej Gorze, dość obcesowo opisujących polskie władze państwowe. Minister Spraw Zagranicznych nie wytrzymał i wystąpił z uprzejmą prośbą do Stolicy Apostolskiej, aby powściągnęła swoich urzędników. To w relacjach z Kościołem nowość. Cóż, niech chociaż udaje że od polityki trzyma się z dala.
(Tomasz Miłkowski)
Nie mają najlepszej reputacji. Nocne schadzki (a nawet wieczorne) kojarzą się albo ze spiskami, albo podejrzanymi romansami. Druga Osoba w Państwie (w skrócie: DOWP), jak zwykł mawiać o sobie Marszałek, powinna to wiedzieć. Ale jak wynika z licznych komentarzy, zdała się pozostawać w nieświadomości. Dość na tym, że zamieszanie powstało z tego powodu nieliche ku zdumieniu DOWP i uciesze licznej rzeczy nieprzyjaciół. Jeszcze nie wiadomo, kto na tym skorzysta, a kto straci. Kto wie, czy medialne poruszenie, jakie wywołało to nieformalne spotkanie polityków formalnie raczej niezaprzyjaźnionych, nie skusi naśladowców. Jeśli zrodzi się moda na schadzki, koalicja może nie doczekać końca kadencji.
(Tomasz Miłkowski)
Nie mam na myśli tytułu filmu Kazimierza Kutza pod nęcącym tytułem „Upał” (1964). Wedle jednych to niemal arcydzieło, wedle drugich licha filmowa wersja Kabaretu Starszych Panów. Ale rzecz w upale prawdziwym, który zalewa Europę, w tym i Polskę, siejąc zgrozę, a nawet śmierć. Media doniosły o kilkuset ofiarach upału w Hiszpanii, przypisując zgony efektowi cieplarnianemu. Nie zmienia to jednak twardego stanowiska anty-ekologów, uporczywie twierdzących, że taki efekt w przyrodzie nie występuje, a wszystko to spisek Zielonych i połączonych sił lewactwa. Tymczasem, choć nikt nam nie wmówi, że białe jest białe, upał, czy nie, premier wciąż szykuje wietrzenie swojego gabinetu. Na upał?
(Tomasz Miłkowski)
Trzeba było czekać prawie 30 dni, żeby kapsuła z polskim astronautą Sławoszem Uznańskim-Wiśniewskim wystartowała. Drobne usterki, a to wyciek, a to niestosowne warunki atmosferyczne – słowem nerwy, które zawsze towarzyszą wyprawie kosmicznej.
Po prawdzie trzeba było czekać niemal pół wieku, bo pierwszy kosmonauta z Polski – i jak dotąd jedyny – Mieczysław Hermaszewski zmierzył się z kosmiczną przygodą 47 lat temu. Tym razem ma być inaczej. Polski przemysł kosmiczny krzepnie. Technologie powiązane z eksploracja kosmosu to nowa ścieżka, na którą coraz odważniej wkraczamy. Na szczęście bez waśni i sporów politycznych. To budujące, że ten trwający lot wzbudził tyle dobrej energii, wciąż obecnej wśród nas.
(Tomasz Miłkowski)
Rzadko w tej rubryce pisuję o teatrze. Ale okazja szczególna: ostatnia premiera jedenastoletniej dyrekcji Pawła Łysaka w warszawskim Teatrze Powszechnym. Teatrze, jak powtarzał dyrektor za legendarnym poprzednikiem Zygmuntem Hübnerem - który się wtrąca. I rzeczywiście, Anna Smolar, nawiązując do głośnego filmu Agnieszki Holland „Kobieta samotna”, dała spektakl o kobiecie zdesperowanej, samotnie wychowującej dziecko w epoce cyfrowej, zdanej na samą siebie. Bez wsparcia albo ze wsparciem imitowanym przez dyrygowanie, manipulację i wykluczenie. Co więcej, mimo mocnej wymowy spektaklu, Smolar opowiada o tym z gorzką ironią a nawet humorem, zaskakuje oryginalną formą, tańcem i rapem. Na widzów czeka jednak niespodzianka: desperacja bywa groźna.
(Tomasz Miłkowski)
Srodze się pomyliłem, sądząc, że po wyczerpującej kampanii prezydenckiej nastąpi chwilowe uspokojenie. Oznaki żałoby z jednej strony i euforii z drugiej - to jeszcze zrozumieć można. To spodziewany efekt rozczarowania i spełnienia marzeń.
Ale towarzyszy temu, w szczególności wśród pielęgnujących w sercu poczucie krzywdy, cała seria demonstrowanych odkryć i postulatów. Mają one mianowicie dowieść, że stało się tak, jak ktoś przewidział. To dogadywania w rodzaju: „A nie mówiłem". Inni z kolei chcieliby skoczyć czym prędzej na pochyłe drzewo i pójść za ciosem. Tyle tylko, że nie bardzo jest jak.
A jednak jest, bo ogłoszono, że kampania wciąż trwa. Byle do wyborów.
(Tomasz Miłkowski)
Znowu zapadnie cisza. Przed burzą? To się dopiero okaże. Tak czy owak, wirówka wyborcza zwolni tempo. Jeśli wybór okaże się trafny, otworzy ścieżkę do racjonalnych decyzji. A lista ich jest doprawdy niemała. Od naprawy chorego systemu sprawiedliwości po prawa kobiet. Bez dobrej współpracy rządu i nowego prezydenta nic się w tych sprawach nie zmieni na lepsze. Dlatego tak ważny jest moment za kotarką w tych wyborach. Slogan, że liczy się każdy głos, tym razem naprawdę wiele znaczy. Wyczuwa się już wyczekiwanie na chwilę wytchnienia i obniżenie poziomu emocji. Na razie jednak jeszcze wrze, bo za chwilę zapadnie werdykt wyborczy. To już?
(Tomasz Miłkowski)
Wybitny socjolog i przenikliwy komentator polityczny prof. Andrzej Rychard w jednej z rozmów po I turze wyborów prezydenckich powiedział, że wyniki tego głosowania świadczą, iż Polacy wolą ponuraków, a mniej cenią ludzi z poczuciem humoru, błyskotliwych, z dystansem do świata.
Coś w tym jest. Nasze polskie uwielbienie dla czynów wzniosłych, przebóstwianie martyrologii, a pewna wzgarda dla dowcipu widoczne bywały gołym okiem. Dość przypomnieć napominanie Fredry, że ludzi rozśmiesza, kiedy Polska płacze. Antoni Słonimski uważał, że brak poczucia humoru jest przykrym kalectwem. Na dowód dodawał, że pewien pan z wąsikami nie mógłby być dyktatorem Francji, Anglii, a nawet Polski. W tym nadzieja.
(Tomasz Miłkowski)
Jak makiem zasiał. Po miesiącach jazgotu kampanijnego nastąpi cisza. Nie wiem, czy to dobrze. I tak będzie buzować, tylko pod pokrywką, a w dobie wszędobylskich sieci, każdy i tak może zostać ułowiony. A więc ta cisza tylko się wzmaga ukrytym hałasem. Inna rzecz, czy to zdrowo żyć w atmosferze nieustannych kampanii, kiedy następują jedna po drugiej i końca temu ani przerwy nie widać. Może mają rację ci, którzy sugerują, żeby wybór prezydenta zostawić Zgromadzeniu Narodowemu i trochę zaoszczędzić, nie tyle pieniędzy (bo to nie są jakieś gigantyczne koszty), ile niepotrzebnych nerwów. Skoro, jak powiedział pewien znany polityk, prezydent zarządza żyrandolami?
(Tomasz Miłkowski)
Znany grafik i autor plakatów sprawił wielką niespodziankę - w swoim plakacie przedwyborczym wykorzystał piątkowy tekst felietonu ŻEBY Tomasza Miłkowskiego (z 9 maja 2025) z cyklu "101 słów na piątek".
Powstały nawet dwie wersje plakatu, jedna z pelnym tekstem felietonu, druga z tekstem nieco zmodyfikowanym. Tę drugą - prezentujemy.
Żeby bez inwektyw. Żeby bez mataczenia. Żeby bez krętactwa. Żeby bez szczucia. Żeby zwyczajnie. Żeby z otwartością wobec innych. Żeby z gotowością do wysłuchania opinii. Żeby bez: "proszę mi nie przerywać". Żeby bez nienawiści do obcych. Żeby bez emocji z lada powodu. Żeby bez nieustannej podejrzliwości. Żeby w zgodzie ze zdrowym rozsądkiem. Żeby czasem z uśmiechem. Żeby bez straszenia plagami i hordami migrantów. Żeby bez rosnącego lęku przed jutrem. Żeby bez fali przemocy. Żeby z empatią. Żeby bez siania wrogości wobec wszystkich i wszystkiego. Żeby po namyśle. Żeby z wyczuciem dobrego smaku. Żeby oddychać. Żeby znowu ufać. Takie tam wyborcze sny.
(Tomasz Miłkowski)
Po nieszczęsnej debacie trzynastki kandydujących na urząd prezydencki, którą zorganizował „Super Express”, nadzieja na prowadzenie w Polsce merytorycznej, poważnej kampanii zmalały niemal do zera. Gorszące wypowiedzi niektórych kandydatów, w szczególności skandaliczne antysemickie wyskoki Grzegorza Brauna, postawiły sens organizowania takich debat pod znakiem zapytania.
Na ratunek na szczęście przyszła debata dwuosobowa Biejat/Hołownia, którą na zaproszenie marszałka Hołowni zorganizował TVN 24. I okazało się, że rozmowa jest potrzebna i możliwa, że można się różnić, ale też ujawniać podobieństwa w podejściu do ważnych spraw Polaków, bez uciekania się do inwektyw i pomówień. Bardzo to krzepiące, że można tak rozmawiać i w dodatku nie nudzić.
(Tomasz Miłkowski)
"Figle, figle, Panie Jowialski" mawiała Pani Jowialska o żartach męża, choć były "sucharami". Wtedy żart był tymfa wart. Ale dzisiaj?
Już 30 lat temu, kiedy napisałem o sprawnej szatni warszawskiego Teatru Współczesnego, dodając, że w szatni dzieją się w teatrze rzeczy najważniejsze, pewien młodszy kolega, wytknął mi, że uwłaczam świątyni sztuki. Z pewnym więc lękiem komentuję dwusetną premierę w tym teatrze. Zważywszy, że rzecz zdarzyła się w 75. sezonie teatru, nietrudno wyliczyć, że na jeden sezon przypadły tylko dwie i pół premiery. Ale leniuchy, mógłbym zażartować. Ale to nieprawda, bo wiele premier doczekało się ponad 100 spektakli. Lenistwo mimo woli? Gratulacje!
(Tomasz Miłkowski)
Nie garb się. Siedź prosto. Wyrażaj się. Nie wyrażaj się. Jedz powoli. Jedz szybciej. Nie mów tyle i zawile. Nie siedź tak cicho, jakbyś zapomniał języka w gębie. Nie otwieraj okna. Otwórz wreszcie okno... Nikt nie lubi być strofowany, a jednak jest i to przez całe życie. Czasem nawet więcej niż strofowany, bo siłą zmuszany do posłuszeństwa. Z całą paradą zademonstrował to pan europoseł Braun, uniemożliwiając ginekolożce z Oleśnicy wykonywanie obowiązków.Jak się okazuje, co jednym nie wolno, to innym wolno, choć może do czasu. Przedszkolaki mają na takie sytuacje idealną receptę. Na pytanie: I co?, odpowiadają: Jajko. Właśnie nadeszło. Najlepszego.
(Tomasz Miłkowski)
Tak, wiem, wiem, nie ma idealnych światów. Z ideałami rzecz w ogóle niebywale podejrzana, ludzie je wymyślają, żeby uciec od pospolitości, która, jak mawiał Wyspiański, skrzeczy. Niemniej w moim idealnym świecie takie ugrupowania jak Konfederacja sytuują się na samym marginesie społecznych wyborów, od 1 do 3 procent populacji. Tymczasem w idealnym świecie kandydata Konfederacji na prezydenta studia wyższe są płatne a gwałt jest nieprzyjemnością. Mimo tych trudnych do zaakceptowania przez przeciętnie myślącego osobnika przeświadczeń, rzeczony kandydat legitymuje się niemal dwudziestoprocentowym poparciem. Wolę swój idealny świat i wiarę w utopię, która głosi, że głupota ulega rozsądkowi.
(Tomasz Miłkowski)
Jak obiecał, tak i zrobił. W czwartek spadły na świat tzw. cła wzajemne. Prezydent Trump wkroczył na ścieżkę starcia z całym światem. Może to doprowadzić do totalnej wojny celnej, z której nikt nie wyjdzie wygrany. Albo do samoizolacji, choć autarkia nikomu się nie opłaciła. Czy to już trzęsienie, czy tylko zapowiedź, a może sztuczka, czas pokaże. Tak czy owak, gra idzie o najwyższą stawkę i łatwo w niej przelicytować.
Co zrobi Europa? Czy Europa okaże jedność? Na dobrą sprawę na tę jedność została znienacka „skazana". Może więc to w istocie dobry uczynek Wuja Sama, który wreszcie pogodzi nadąsanych na siebie Europejczyków.
(Tomasz Miłkowski)
Europejski Trybunał Praw Człowieka, działający z mandatu Rady Europy, której Polska jest członkiem, wydał zabezpieczenie, w którym wzywa stosowne polskie władze do umożliwienia wybranym sędziom do Trybunału Konstytucyjnego sprawowanie ich powinności, czyli orzekania. Ale Trybunał Konstytucyjny ustami swojej rzeczniczki udaje, że decyzja Trybunału Praw Człowieka go nie dotyczy. Paradoksalnie sąd konstytucyjny oświadcza, że nie zamierza przestrzegać prawa.
Taki stan rzeczy utrzymuje się od wielu lat. Prawo swoje, a urzędnicy, którzy przypisują sobie uprawnienia ustawodawców, swoje. Niebezpieczna to gra, która nie tylko paraliżuje organy państwa, a takim jest przecież Trybunał Konstytucyjny, ale utrwala przekonanie, że można w państwie prawa bimbać na prawo.
(Tomasz Miłkowski)
Andrzej odszedł. Byliśmy kolegami szkolnymi. Z podstawówki i z Liceum, z jednej klasy. Nie byliśmy zbyt blisko. Ale mieliśmy wspólnych przyjaciół. On interesował się muzyką, ja teatrem. Polityką interesowaliśmy się obaj. Ale później. W mojej szkolnej adaptacji „Ogniem i mieczem” dostał rolę Podbipięty – ja Wołodyjowskiego. Każdemu według wzrostu.
Po latach Andrzej Olechowski wsparł mój projekt Zlotu Hamletów. Ufundował nagrodę Klubu Krytyki Teatralnej za monografię szekspirowską dla Andrzeja Żurowskiego. Wystarczyło jedno słowo. Taki był.
W polityce chciał uczestniczyć na własnych warunkach. Kiedy okazało się to niemożliwe, zrezygnował. Czasem udzielał mądrych rad jako były polityk.
Wielki żal, że nie zostałeś z nami dłużej.
(Tomasz Miłkowski)
Autorytety prawnicze, byli prezesi Trybunału Konstytucyjnego powiadają, że wczorajsze złożenie ślubowania przez sędziów TK wobec Prezydenta, przy jego fizycznej nieobecności (z jego własnego wyboru), to wydarzenie, o którym będzie się uczył młodzież. Do podręczników trafi sposób, w jaki państwo nie pozostało bezradne wobec łamania Konstytucji, nawet wtedy, gdy tego łamania dopuszczają się wysoko postawione osoby w hierarchii władzy i odpowiedzialności.Pewnie maja rację, ale na razie psuje nie zamierzają odpuścić. Wciąż znajdują nowe preteksty, aby paraliżować funkcjonowania najważniejszego organu władzy sądowniczej z ustami pełnymi frazesów o niezależności politycznej i walce o niezawisłość i konstytucyjny porządek. Kości zostały rzucone. Czas rozstrzygnięć nadchodzi.
(Tomasz Miłkowski)
W świątecznym wydaniu tygodnika „Przegląd” kusi obszerny wywiad z Danielem Olbrychskim autorstwa Roberta Walenciaka. Nasz Kmicic na wieki wieków tym razem nie rozmawia o sztuce albo raczej mniej o sztuce niż o polityce i relacjach społecznych.
Okazuje się, że niejeden profesjonalny analityk społeczny czy polityk może Danielowi Olbrychskiemu pozazdrościć daru obserwacji i celnej oceny sytuacji. Aż ręce składają się do oklasków, kiedy gwiazdor wielbiony przez tysiące kinomanów ze swadą wzywa do walki z głupotą i podłością (padają nazwiska!). Kieruje się przy tym znanym wskazaniem Cypriana Norwida, któremu tęskno było „Do tych, co mają tak za tak – nie za nie”. Czytajcie Olbrychskiego.
(Tomasz Miłkowski)
To najprostszy sposób wymyślony przez polityków, aby pozbyć się kłopotu. Zakazać i z głowy. Niczym (?) już nie trzeba się przejmować. Tak wyeliminowano handel w niedziele, alkohol wieczorową porą, a teraz trwają przygotowania do odcięcia dziatwy od telefonów komórkowych. Tak tylko nieśmiało przypominam, że podczas niedawnej pandemii to komputeryzacja edukacji uratowała szkoły przed zapaścią.
Tymczasem prawicy śni się zakaz transkrypcji małżeństw jednopłciowych, mimo przełomowego wyroku Naczelnego Sądu Administracyjnego. Kombinuje, jakby tu wyroku nie wykonywać i czym NSA wystraszyć. O ile wcześniej wspomniane nakazy/ zakazy dominują w krajach protestanckich, o tyle „transkrypcja” jest powszechnie uważana za normę. A normy zakazuje się trudniej.
(Tomasz Miłkowski)
Tego nikt nie przewidział. Trudno było zakładać, że Pierwszy Obywatel odmówi wykonywania swoich obowiązków i zaniecha mianowania sędziów, oficerów, ambasadorów, profesorów. Co więcej, nawet nie będzie się kwapić, aby wysłuchać ślubowania nowo wybranych sędziów najważniejszego Sądu – Trybunału Konstytucyjnego.
Ojcowie Założycieli Konstytucji nie wzięli pod uwagę, że w Pałacu Prezydenckim może zamieszkać Leniuszek, który odmówi uczestnictwa w sprawowaniu swego urzędu. I właściwie nie wiadomo, co z tym fantem zrobić. Prof. Ewa Łętowska, wyznaje ze skonsternowaniem, że prawo nie przewiduje sankcji dla Pierwszego Obywatela, który nie wykonuje swoich obowiązków. Toteż najtęższe umysły prawnicze muszą teraz zachodzić w głowę, jak zręcznie wyminąć niedyspozycję Leniuszka.
(Tomasz Miłkowski)
Słuchanie polityków to rzecz wielce ryzykowna. Może potem prześladować człowieka męczący koszmar senny. Wedle niepotwierdzonych sondaży część ludności, wrażliwą a podatną na tematy podrzucane przez polityków, nawiedza nocna zmora O Mało Co Premiera C., wieszcząca, że energia odnawialna niszczy byt polskich rodzin i pora dać odpór tej „OZE-Sroze”. Zwłaszcza że jak głosi OMC Premier, węgla, złota naszego prawdziwego, mamy dostatek.
Mało tego, na potwierdzenie swych słów OMC Premier wdrapuje się na dach swego domostwa i zrywa zaciekle wredną fotowoltaikę. Czyni to z taką pasją, że śniący drży o zdrowie OMC niczym Rejent z „Zemsty” Fredry: „strach mnie bierze,/ Apopleksją będzie tknięty”.
(Tomasz Miłkowski)
Od pewnego czasu Siły Podzielonej Prawicy prowadzą grę w biednego/bogatego. Oto rankiem dowiadujemy, się że Polska znalazła się w ruinie, a władza wiedzie naród prostą droga ku katastrofie. Tego samego dnia wieczorem dowiadujemy się, najczęściej z tych samych ust, że jesteśmy krajem miodem płynącym, 20. gospodarką świata o świetlanej przyszłości. I bądź tu mądry. W tę grę wpisał się wyciągnięty z czeluści tzw. Polski Safe 0 procent, który byłby (rzekomo) finansowany z krajowych zasobów Narodowego Banku Polskiego. Wedle patronów projektu w NBP kryją się bogactwa, z którymi nie wiadomo, co zrobić. Wystarczy tylko sięgnąć, aby uniknąć uciążliwych spłat pożyczek. Poszukiwania skrytki trwają.
(Tomasz Miłkowski)
W Polsce przyznać się do umiarkowanego entuzjazmu dla piłki nożnej, to jakby popełnić harakiri. Ale nie będę obłudny, entuzjazmuję się piłką bardzo umiarkowanie, o Erneście Wilimowskim nie wiedziałem nic. Trenera Kazimierza Górskiego widywałem w niepoliczonych wywiadach, a jego powiedzenie o okrągłej piłce i dwóch bramkach wlazło mi pod skórę, jak chyba wszystkim mieszkańcom ziemi położonej między Bugiem i Odrą. Zresztą to powiedzenie z chirurgiczną trafnością odnosi się nie tylko do piłki nożnej.
Tak więc, nie z miłości do piłki, ale ciekawości, co wyniknie ze współpracy tak znakomitej czwórki: Chyra-Zamachowski, Zaorski-Talarczyk zasiadłem przed telewizorem. I zobaczyłem spektakl, jaki chciałbym jeszcze nieraz zobaczyć.
(Tomasz Miłkowski)
Nieśmiertelna pieśń Wojciecha Młynarskiego „Co by tu jeszcze spie…, Panowie” może zostać uznana za hymn firmy „Weto i weto”, mieszczącej się w Pałacu Namiestnikowskim przy Krakowskim Przedmieściu, a trudniącej się wpychaniem szpil w prace rządowe. Wszystko jedno w jakiej sferze, każdy obszar wydaje się atrakcyjny, byle tylko wykazać, że źle się dzieje w państwie duńskim pod rządami „najgorszego z premierów w historii”.
No, chyba, że akurat lokator Pałacu Namiestnikowskiego ma się spotkać z Najważniejszym Przyjacielem zza Oceanu albo jego wysokim przedstawicielem, bo wtedy okazuje się, że państwo polskie ma się wcale dobrze, by nie powiedzieć: kwitnąco.
Wiadomo: punkt widzenia – punkt siedzenia.
(Tomasz Miłkowski)
Powtarza się to co dwa lata, czyli w rytmie olimpiad letnich i zimowych. Zapierająca dech inauguracja, artystyczne wyścigi na najwyższym poziomie, przemarsz zawodników, a potem clou, czyli zapalenie znicza. Oczywiście, poprzedzone przemowami. Tak też było i w tym roku. Było imponująco, pięknie i wzniośle. Przemówienia przewodniczących Komitetu Olimpijskiego i Komitetu Organizacyjnego ulatywały w niebo od słów ciepłych, krzepiących, niemal czułych. Cóż, dobrze pomarzyć od czasu do czasu o świecie poza mrowiem konfliktów, sprzeczności, wojen, przemocy i nienawiści. Taka jest ze swej istoty idea olimpijska. Ale są jeszcze regulaminy. Okazuje się, że zawodnikom nie wolno opłakiwać ofiar wojen. Za to grozi dyskwalifikacja.
(Tomasz Miłkowski)
Tego jeszcze nie było, przynajmniej za naszych czasów. Bo w przeszłości i owszem, posłowie ościennych państw poczytywali za swój obowiązek wypowiadać się zdecydowanie i nakierować niekoniecznie rozumnych maluczkich na jedynie słuszną drogę.
Czy to oznacza otwarcie kolejnej puszki Pandory (a nie z Pandorą, jak sugerował pewien minister), nie wiem. Ale bardzo to zasmucające, że dochodzi do tak wyraźnego naruszenia dobrych obyczajów dyplomatycznych. Pewnie, jak to już nieraz bywało, wszystko rozejdzie się po kościach. A jeśli nie? Trudno będzie pozostawać w pozycji biernej. Szczególnie niedogodna to pozycja dla prawicy. Zawsze tak gromko wzywała do wstawania z kolan, a na kolana ją ciągnie.
(Tomasz Miłkowski)